• Wpisów:42
  • Średnio co: 53 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 20:27
  • Licznik odwiedzin:6 801 / 2284 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Łał... Daaawno mnie tu nie było... Cud, że pamiętam hasło Chyba już nie mam weny na to opowiadanie... Moje życie przypomina opowiadanie haha na szczęście nie tak dziwne jak to ale owszem pokomplikowane.
www.emexae.pinger.pl Zapraszam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Od szczęk po pięty wszedł napięty oliwne na nim fimamenty, ten tylko może być wybrany kto jest jak strucla zasupłany..."



Lilka starała się nie zasnąć. Walczyła ze sobą powtarzając w głowie teksty wszystkich znanych jej piosenek oraz wierszy. Jednak nie wytrzymała długo. Gdy tylko jej głowa bezwiednie oparła się o ramie nieznajomego natychmiast przeniosła się do krainy snów. Natomiast mężczyzna tylko się uśmiechnął złożył gazetę i poprosił stewardesę o koc dla dziewczyny.




Łukasz przygryzł wargi i wsiadł do samochodu. Wziął dwa głębokie wdechy jednak nie udało mu się opanować nerwów. Zapalił silnik i ruszył z piskiem opon z podjazdu. Jechał przed siebie do końca nie wiedząc gdzie. Na początku chciał od razu kierować się w stronę lotniska jednak teraz czuł, że musi się uspokoić przed kilkugodzinną podróżą na małym pokładzie samolotu. Puścił głośno muzykę i od razu poczuł się lepiej na dźwięki coveru piosenki Keshy.
-Let's make the most of the night like we gonna die young...





Samolot lądował awaryjnie jednak Lilka nie była w stanie otworzyć oczu. Czuła tylko jak ktoś podnosi ją z fotela i wydaje suche komendy. Po kilku sekundach, które w rzeczywistości było kilkunastoma minutami Lilka leżała wygodnie na tylnym siedzeniu jakiegoś samochodu. Nie dokońca zdawała sobie sprawę gdzie się znajduje, czuła tylko pulsujący ból w udzie. Na szczęście przez chwilę po zaraz po tym znów zasnęła.

Obudziła się drżąc z zimna. Nie miała siły nawet podnieść rąk i objąć swoich ramion, czuła tylko jak chłód opanowuje jej ciało. Powoli otworzyła oczy i rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu. Niewiele była w stanie zobaczyć gdyż jedynym źródłem światła był malutki pasek przedzierający się pod drzwiami z korytarza. Resztkami sił przewróciła się na plecy i głęboko ze świstem wzięła powietrze. Po chwili usłyszała cichutkie stąpanie, następnie poczuła, że coś liże ją po twarzy. Była tak sparaliżowana, że na chwilę przestała oddychać. Zwierzę nie widząc żadnej reakcji po chwili obróciło się i wróciło do swojego kąta pokoju warcząc na głośniejsze dźwięki dochodzące zza drzwi.
"No to z***biście"- pomyślała Lilianna próbując opanować swój oddech i przyspieszający mimowolnie puls. Równie powoli zaczęła poruszać palcami u rąk i u nóg. O dziwo było to dla niej bardzo trudne i czasem bolesne, jednak nie była w stanie zrobić nic innego jak powoli rozgimnastykować swoje ciało.



Z rozgrzanego jeszcze nieba zaczęły spadać na ziemie krople deszczu. Duże i ciężkie rozbijały się o karoserie pędzącego samochodu. Tak samo duże były łzy Łukasza spływające mu po policzku. Nie mógł zrozumieć jak Lilka mogła mu zrobić coś takiego. Wiedział, że nie jest bez winy jednak nie chciał teraz pamiętać o swoich pomyłkach i przewinieniach. Chciał aby do niego wróciła i aby mogli zacząć wszystko od początku. Obrócił się do schowka przy siedzeniu pasażera i zaczął szukać telefonu który dzwonił w jego głowie. Nie pamiętał już o tym, że telefon leży rozwalony na kawałki na podłodze w jego salonie. Gdzieś słyszał dźwięk dzwonka jaki miał tylko ustawiony na połączenia od Liliany. Przerzucając papiery w schowku nie zwrócił uwagi, że jego auto nie jedzie po dozwolonym pasie tylko ze znaczną prędkością jedzie wprost drzew po przeciwległej stronie ulicy.
Nic nie poczuł cały czas szukając telefonu na który miała zadzwonić Lilianna.




Lilka nie wiedziała ile czasu minęło zanim była w stanie bezszelestnie poruszyć nie tylko palcami ale i całą ręką oraz nogami. Teraz była gotowa spróbować obrócić się na bok a później wstać. Jej celem było dostanie się do drzwi spod których sączyło się nikłe światło. Głowa pulsowała jej tak mocno, że Lilka aż syknęła to obudziło czujność psa który najpierw zawarczał a później zaczął szczekać. Lilka zwinęła się w kłębek zamknęła oczy i zaczęła zmawiać modlitwę przed oczami mając twarz Łukasza.
Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z impetem i mały pokoik został zalany światłem jarzeniówki. W drzwiach stanęła jakaś postać jednak Lilka była w stanie zobaczyć tylko czerwone szpilki. W pierwszym odruchu chciała podnieść głowę i przypatrzeć się kobiecie jednak po chwili zmieniła zdanie i doszła do wniosku, że lepiej udawać nieprzytomną. Kobieta w drzwiach zagwizdała na psa, który posłusznie wyszedł a sama pochyliła się nad dziewczyną i żałosną angielszczyzną szepnęła jej do ucha:
-Jesteś silna więc na pewno tu sobie poradzisz. Ode mnie zapamiętaj tylko jedno przyjaciół tu na pewno nie znajdziesz. Witamy w piekle...
Lilka nie czekała na dalszą część wypowiedzi tylko energicznie odepchnęła dziewczynę która z piskiem przewróciła się na zimną podłogę. Szybko wybiegła na korytarz i nie wiedząc dokąd biegnie skręcała w różne strony co chwila nasłuc**jąc czy ktoś za nią nie idzie.
Wreszcie znalazła drzwi które wyglądały jak drzwi frontowe z nadzieją nacisnęła na klamkę. Drzwi bez najmniejszego oporu rozpostarły się i dziewczyna mogła odetchnąć pełną piersią. Jednak nie zdążyła przełożyć stopy za próg gdy ktoś złapał ją za ramię i mocno pocałował. Lilka czuła na twarzy draśnięcia twardego zarostu ale i czegoś jeszcze. Gdy tylko dziewczyna zobaczyła twarz nieznajomego najpierw na niego zwymiotowała, a następnie zemdlała. Facet z niesmakiem podniósł dziewczynę i zaniósł do innego pokoju po czym drzwi zamknął na klucz.





Tymek wędrował po pokoju to w jedną, to w drugą stronę. Nie był w stanie usiedzieć w domu już zamykał drzwi gdy na podjazd przyjechała policja. Chłopak obrócił się i z szerokim uśmiechem na twarzy powiedział:
-To z***biście się wpakowałem- jednak nie ruszył się z miejsca tylko czekał aż dwóch funkcjonariuszy podejdzie do niego i przedstawią mu cel wizyty.
-Dobry wieczór- powiedział młodszy w krótko ściętych włosach szybko zakładając na nie czapkę.
-Dobrzy wieczór panom- odpowiedział spokojnie Tymek.
-Poszukujemy pana Łukasza...
-Wyjechał- odpowiedział Tymek nie pozwalając funkcjonariuszowi dokończyć zdania.
-Wyjechał?- zdziwił się ten drugi.
-A mogą mi panowie powiedzieć o co chodzi?- niecierpliwił się Tymek.
-O zaginięcie 18 letniej Lilianny Skierskiej.
-Zaginięcie?- prychnął Tymek- to proszę mi nie zawracać głowy bo ta mała zdzira dobrze bawi się w Las Vegas i ma nas wszystkich gdzieś. A panowie to wcześnie zareagowali jak ona już od kilku tyodni nie mieszka w domu- zaśmiał się Tymek i minął policjantów. Jednak Ci nie zadowolili się wymijającą odpowiedzią chłopaka i podążyli z kolejnymi pytaniami za nim.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
"Raz uciekły z pozłacanej klatki.
Cztery małe pluszowe niedźwiadki.
Jeden łkał, wracać chciał...
Do ciemnego lasu wejść się bał..."



-Nie robisz tego dla niego- powiedział mężczyzna na co Lilka szybkim gestem wywinęła się z jego objęć i wstała z fotela. Stanęła przy wielkim oknie i spoglądała na wiecznie żywe Las Vegas.
Hotel w którym się znajdowała był przy jednym z lepszych kasyn a co za tym szło jednym z najdroższych hoteli w LV, lecz Lilka nie przejmowała się kosztami. Z grzecznej ułożonej dziewczyny, którą kiedyś była niewiele pozostało. Miała wrażenie, że nie różni się wiele od dziwek stojących pod pierwszą lepszą latarnią. Wydawało jej się, że kocha wszystkich i do wszystkiego jest się w stanie przywiązać. Prawda była taka, że dziewczyna sama nie wiedziała czego chce.
"Na razie chce spędzić fantastyczny weekend z Julianem" pomyślała i odrzuciła włosy do tyłu, obróciła się na palcach i z uśmiechem na twarzy powróciła do siedzącego na fotelu Juliana. Usiadła mu na kolanach lecz twarz obróciła w jego stronę i w ciszy oglądała każdy centymetr jego skóry. Zauważyła teraz nieznaczną ranę, zapewne po wczorajszym goleniu, na lewym policzku. Nad prawą brwią znalazła mały pieprzyk od słońca. Później spojrzeniem wróciła na jego usta. Lekko rozchylone i spierzchnięte zdecydowanie potrzebowały kremu nawilżającego- na tę myśl Lilka jeszcze szerzej się uśmiechnęła i spojrzała Julianowi w oczy.
-Dwie pieczenie na jednym ogniu. Bardzo Ci to przeszkadza?- zapytała delikatnie jeżdżąc opuszkami palców po policzku Juliana. On nic nie odpowiedział przełknął ślinę i zaczerpną powietrza. W tym momencie dziewczyna uświadomiła sobie czego chce. Wstała z fotela zebrała swoje rzeczy i rzucając zdezorientowanemu Julianowi ostatnie spojrzenie wyszła z pokoju.



-Pozwoliłeś jej wyjechać na weekend mimo iż wiesz, że Julian na nas poluje?
-Idioto przecież wyraźnie powiedziała, że jedzie z rodzicami.
Zdenerwowani mężczyźni kręcili się po pokoju. Łukasz co kilka sekund podnosił ze stołu swoją komórkę czekając na jakąś wiadomość od dziewczyny.
-Wyjechała prawie dwa dni temu i nie dała znaku życia. Dla mnie to nie jest normalne- narzekał dalej Tymek.
-K***a wiem. Zamknij się- powiedział Łukasz i przywalił Tymkowi w nos. Młody chłopak padł zdezorientowany na sofę. Uderzył go jego najlepszy przyjaciel, jeszcze na dodatek w kłótni o dziewczynę. Niestety Lilka nie była byle jaką dziewczyną. Tymek teraz już wiedział, że jest w niej zakochany po uszy jednak dobrze wiedział też, że jest to dziewczyna jego przyjaciela. Dlatego mimo iż jego pierwszym impulsem była chęć zerwania się z kanapy i wybiegnięcia z domu Łukasza, chłopak pozostał na miejscu i tępym wzrokiem wpatrywał się ścianę.




-First is desire...- powiedziała dziewczyna zbiegając po schodach. Mogła użyć windy ale wiedziała, że Julian za chwile ocknie się z transu i wybiegnie jej szukać. W dłoni nerwowo ściskała torebkę w której były dokumenty i portfel mężczyzny. Na jej szczęście Julian miał karty na pin, który podpatrzyła na wczorajszych zakupach.
-Than...- szeptała zasapana dziewczyna- Passion. I na tym u nas chyba będzie koniec- wyszeptała i wyszła z hotelu.
Przed wejściem stała tylko jedna taksówka do której już wsiadała uśmiechnięta dziewczynka w zdecydowanie za krótkiej sukience. Ku zdziwieniu Liliany dziewczyna nie miała na sobie bielizny. To na chwilę ją odrzuciło ale szybko odzyskała zmysły i wypchnęła kurtyzanę z taksówki szybko do niej wsiadając i podając kurs młodemu mężczyźnie. Zdziwiony facet uśmiechnął się tylko i szybko ruszył za nim panienka zdołała podnieść się z ziemi i dobijać do drzwi taksówki.
-You are upset- zagadnął
-No. Certainly not. Well, i relised now what i want.
-Oh. Can i ask you what do you want.
-One day I'll fly away
Leave all this to yesterday- zaśpiewała dziewczyna nie dokońca zdając sobie sprawę, że to zrobiła.
-You have a beautiful voice.
-Thank you- odpowiedziała dziewczyna po czym wysiadła z taksówki rzucając mężczyźnie kilka banknotów o dość dużych nominałach na siedzenie. Wiedziała, że jeszcze nie dojechali ale musiała się przejść. Do lotniska zostały jej trzy kilometry bez trudu pokonałaby tą trasę ale nie w tych butach które na sobie miała. Popatrzyła ze zgrozą na nogi i swoje 15 cm szpilki i grzecznie wróciła do auta.




Tymek dalej bez słowa siedział grzecznie na kanapie wycierając skapującą krew z nosa bokiem koszulki. Łukasz ostatni raz spojrzał na telefon tym razem dłużej niż zwykle, po czym kilka razy ponaciskał różne klawisze aby na koniec zdecydowanie cisnąć nim o podłogę. Wybiegł na górę i otworzył drzwi na balkon. Powoli przeszedł przez duży taras i trzymając się kurczowo barierki patrzył w pojawiające się na niebie gwiazdy.
-Why does my heart cry- zaczął cicho śpiewać
-Feelings I can't fight- brzmienie jego głosu coraz bardziej niosło się po okolicy.
-You're free to leave me, but just don't decieve me
And please believe me when I say I love you.
-Co ty robisz kretynie?- zapytał Tymek łapiąc przyjaciela za ramię i próbując go ściągnąć z balkonu- to nie opera mydlana chcesz mieć kłopoty?
-Why does my heart cry. Feelings I can't fight- jednak Łukasz nie przestawał śpiewać patrzył się tępo ponad ramieniem Tymka i cały czas widział przed sobą uśmiechniętą twarz Lilianny.
Po chwili jednak ucichł i prawie wyszeptał
-You're free to leave me, but just don't decieve me
And please believe me when I say I love you. Mieli racje na końcu jest zazdrość i pojawia się brak zaufania. Without trust, There is no love!
-O co ci chodzi jaka zazdrość?
-Lilka jest z Julianem- powiedział starając się opanować drżenie głosu.
-Zwariowałeś- zaśmiał się nerwowo Tymek.
-Wracam Do Veroniki.
-Co ty robisz? Jak to teraz.
-Koniec z tym. Zakochałem się w dziwce. Co to za dziewczyna która na moich oczach całuje swojego exa a później jedzie na drugi koniec świata przespać się z facetem, który jeszcze kilka tygodni temu chciał mnie zabić.
-O czym ty wygadujesz?- zapytał zdezorientowany Tymek podążając za Łukaszem do jego sypialni.
-Przed chwilą dostałem zdjęcie Juliana i Lilki. Zadowolonych, uśmiechniętych, przytulonych pod hotelem w Las Vegas.
-Zrobił to specjalnie ona na pewno by Cię nie zdradziła. Proszę Cię to jest grzeczna dziewczynka. Dobrze pamiętasz jak musiałeś na początku ją zmuszać do sexu.
-Coś w niej pękło od kiedy przyjechał tu Julian. Już nie była taka sama. Inaczej się uśmiechała, inaczej ubierała. To nie zmienia faktu, że wracam do żony. Dom jest twój, będę na razie opłacał rachunki. Tu masz klucze, wszystkie dokumenty są w biurze na dole. Boże, ja ją naprawdę kocham...- Łukasz przygryzł wargę i chwytając torbę z rzeczami wybiegł z domu zostawiając zaskoczonego Tymka samego.




Gdy Lilka już wsiadła do samolotu czuła zmęczenie kilku nieprzespanych nocy przez podróż a przede wszystkim tęskniła za Łukaszem.
-Boże jaką ja jestem idiotką- znów mogła stracić to co kochała najbardziej i to co chciała zatrzymać na własność tylko dla siebie.
-Why does my heart cry- wyszeptała patrząc przez okno samolotu- Feelings I can't fight
You're free to leave me, but just don't decieve me
And please believe me when I say I love you- resztę piosenki już bardzo cichutko zaśpiewała, jednak siedzący obok niej mężczyzna dobrze usłyszał jej głos i uśmiechnął się nie odrywając wzroku od swojej hiszpańskiej gazety.
  • awatar Seiti: Woooooow. Potrafisz namieszać. ;)
  • awatar ninj: Świetne. Więcej, więcej. Proooszę <3
  • awatar kuki0013: co raz ciekawiej kobieto rozdziały dodawaj częściej bo nie wytrzymam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Right from the start, you were a thief,
You stole my heart and
I your willing victim
I let you see the parts of me
That weren’t all that pretty.
And with every touch
You fixed them.
Now, you’ve been talking in your sleep
Oh oh, things you never say to me
Oh oh, tell me that you’ve had enough
Of our Love, our Love."

Lilka szła ulicą śpiewając pod nosem i szybko oddychając. Dopiero teraz ulatywały z niej emocje, które tłumiła w sobie przez cały ten czas. W pewnym momencie musiała usiąść na krawężniku, bo bała się, że straci równowagę. W jej głowie kołatało się pytanie "Co ja robię?", na które nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Sama nie wiedziała czego chce. Z jednej strony myślała o Łukaszu, z drugiej podobało jej się jak potraktował ją Julian. Nigdy wcześniej nie zwróciła uwagi na to, że może się podobać facetom. Owszem wiedziała, że jest atrakcyjną młodą dziewczyną ale nigdy nie widziała aby tylu facetów na raz patrzyło się na nią tępym, maślanym wzrokiem. Widziała w oczach Juliana jak z trudem się opanowuje gdy go dotykała po policzku...
Położyła się na krawężniku, zamknęła oczy i uśmiechnęła się przypominając sobie lekkie drżenie rąk Juliana gdy go dotykała. Chciała to powtórzyć, wykorzystać. Nie myślała teraz tylko o Julianie, chciała aby każdy facet nie mógł się jej oprzeć. Energicznie wstała i roześmiała się na widok stojącej przed nią postaci.




-Myślisz, że można jej zaufać- zapytał sennie Tymek.
-A jak ona mogłaby nas oszukać?- zdziwił się Łukasz przemywając inne rany i stłuczenia wodą utlenioną.
-Jakoś nie mam do niej zaufania. Ona zakoc***e się w facecie z którym się zna więcej niż 5 minut, to nie jest normalne stary.
-Ale w niektórych debilach się odkoc***e- zaśmiał się Łukasz i spojrzał na zmęczonego kolegę.
Chwilę później Tymkowi zadzwonił telefon.
-Słucham- odpowiedział spokojnie.
-Przekażę mu na pewno się ucieszy. Eee myślę, że rozładowała mu się bateria na razie bierze prysznic. Jak skończy to powiem mu aby do Ciebie oddzwonił.
Tymek przez chwilę milczał delikatnie potakując głową z przymkniętymi oczami.
-Dobra. Trzymaj się papa- rozłączył się i położył obok siebie brudny telefon.
-Kto to był?
-Twoja żona.
-K***a jeszcze jej mi tu brakowało. Co znowu chciała.
-Chciałbym mieć takie problemy z ilością lasek jak ty. Kazała Ci tylko przekazać, że będziesz miał córkę za kilka miesięcy. Masz jej pomóc wybrać imię chyba, że zgadasz się na Wiwe czy jakoś tak...
-Yvette kretynie- zaśmiał się Łukasz- Fajnie, choć w sumie powinienem spłodzić syna prawda?
-Nie wiem człowieku, ja mam na głowie jeszcze Adrianne. Zresztą co to za imię?
-Ładne i popularne. Eh muszę zadzwonić do Very tylko nie pamiętam co zrobiłem z telefonem- westchnął Łukasz i poszedł do hallu go poszukać.



-Czemu leżysz na chodniku- zmartwił się chłopak łapiąc Lilke za rękę.
-Trochę źle się poczułam ale już jest lepiej- zaśmiała się dziewczyna krążąc wzrokiem po twarzy Sebastiana- Co ty tu robisz?
-Mieszkam na tamtej uliczce- powiedział chłopak wskazując na pobliski skręt- a ty co tu robisz moja damo? Miałaś wyjechać z rodzicami- uśmiechnął się.
-Byłam u koleżanki i teraz wybieram się do miasta aby kupić coś do jedzenia. Masz ochotę ze mną pojechać- Lilka uśmiechnęła się zalotnie czekając na jakiś gest ze strony Sebastiana, który zdradzi, że rzeczywiście ma w sobie ten magnes na facetów jaki znajdowała u Łukasza na kobiety.
Nie musiała długo czekać. Sebastian od razu dał się złapać na wędkę dziewczyny. Złapał ją za rękę i zaproponował, że zabierze ją do najlepszej restauracji jaką zna.



Dni mijały w spokoju. Lilka pod pretekstem zakupów wychodziła z domu spotkać się z Sebastianem i rodzicami utrzymując pozory normalności. Tymkowi i Łukaszowi mówiła, że idzie na zakupy i do Rity. Chłopcy przez ostatni czas w ogóle nie wychodzili z domu starając się zaleczyć wszystkie blizny traktując je żelami i maściami. Dobrze wiedzieli, że teraz nie mogą nigdzie wychodzić bo gang Juliana zapewne depcze im po piętach. Nie chcieli oddawać mu tego zlecenia, które już prawie kończyli. Dlatego grzecznie siedzieli w domu nie wychodząc nawet do ogrodu. Kontakty telefoniczne z Siwym były krótkie i z różnych numerów, które Lilka kupowała w niedalekim kiosku.
Codziennie gdy Lilka wychodziła z domu myślała o Julianie, zastanawiając się co mu może zaoferować w zamian za nietykalność Łukasza. Wtedy wypaliła cokolwiek aby dobrze wypaść lecz teraz z dozą niepokoju czekała na jego sygnał.



-Grono naszych siedzi w więzieniu- zrzędził Tymek siedząc nad smakowym piwem.
-Przecież dobrze o tym wiem- wrzasnął Łukasz spoglądając nerwowym wzrokiem przez okno. Lilka siedziała wygodnie w fotelu i piłowała paznokcie nie zwracając uwagi na rozmowę chłopaków. Sama zastanawiała się jak długo uda jej się oszukiwać rodziców, że jest u Rity. Nie pojawiła się nawet na pogrzebie ciotki, która zmarła w bardzo dziwnych okolicznościach. Dla Lilki była to już jedna osoba mniej do oszukiwania.

-Może prześpisz się z tą policjantką to wypuści kilku naszych?- wypalił Tymek zapominając o obecności Lilki. Sama dziewczyna nie zwróciła na niego uwagi, dalej w ciszy piłując paznokcie.
-Myślisz, że jak się z nią prześpię to wypuści nam kumpli?- Łukasz był bardzo zdenerwowany gdyż nic nie wiedział o tym, że kilka dni przed jego przyjazdem do Polski połowa jego gangu wpadła w ręce policji przy dość ważnym zadaniu. Dlatego teraz bez trudu Julianowi udało się ich zastraszyć.
-Że co powiedziałeś?- po chwili ciszy jaka zapadła w mieszkaniu Lilka zerwała się na równe nogi.
-On tylko żartował- starał się uspokoić dziewczynę Łukasz.
-Powtórz to- nalegała dziewczyna zbliżając się do Tymka
-Żartowałem tylko aby się z nią przespał ale spokojnie, spokojnie on już jest twój- wystraszył się.
-Jesteś genialny- zaśmiała się dziewczyna pocałowała zaskoczonego Tymka w usta i wybiegła z domu.
-Słyszałeś jestem genialny- uśmiechnął się Tymek, który starał się opanować drżenie głosu. Pocałunek Liliany bardzo go zdezorientował. Jej miękkie usta przywołały mu wspomnienia chwil spędzonych razem, wetdy traktował to tylko jak zabawę lecz teraz za tym zatęsknił.
  • awatar Szpunka: Powodzenia w pisaniu :))
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: uu ale się porobiło, ach już nie mogę się doczekać następnych rozdziałów i tego na co ona wpadła ... hmm ... czyżby chciała przespać się z Julianem!!!!
  • awatar Lisa Angels: wreszcie Lilka przejrzała na oczy! Teraz tylko, trzymać tak dalej. Cudowne imię dla dziecka Yvette, uwielbiam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
"Jeszcze nie wiem w co ten kretyn się wpakował ale muszę mu pomóc. Wiedziałam, że ta jego gotówka nie pojawiła się znikąd tylko musiał się wpakować w jakieś kłopoty. Odkąd znalazłam u Tymka narkotyki w plecaku przeczuwałam, że Łukasz też jest w to zaplątany lecz jakoś nigdy nie zaprzątałam sobie tym bardzo głowy. A może powinnam..."


Zamyślona Lilianna patrzyła za okno trzymając w dłoniach kubek ciepłej herbaty. Mężczyźni śliniąc się zajęli miejsca wokół jej kanapy tak aby ją jak najlepiej widzieć. Lilka po chwili rozmyślań przeniosła wzrok na szefa, którego teraz w myślach nazywała królem Julianem. Był to mężczyzna wysoki, umięśniony o mocnych ciemnych włosach i dużych niebieskich oczach. Był niewątpliwie przystojny ale nie posiadał tego błysku w oczach co Łukasz, nie umiał uśmiechem zahipnotyzować kobiety. Lilka od razu to zauważyła, lecz nie dała tego po sobie poznać.

-A tak w ogóle, to co panów sprowadza tutaj- zapytała uśmiechając się tajemniczo.
-To samo co Ciebie- odparł spokojnie Julian
-To samo co mnie? Hmm po was bym się tego nie spodziewała, a po nim już w szczególności- powiedziała ze spokojem i podeszła do odtwarzacza w okół którego porozrzucane było kilka płyt.

Mężczyźni nie zrozumieli o co chodziło dziewczynie więc tylko patrzyli na nią ze zdziwieniem, jedynie Julian zaśmiał się serdecznie i podszedł do dziewczyny.

-Masz rację nie do końca to samo- mówił dalej się uśmiechając.
-To co?
-Łukasz jest nam coś winien
-A co?- pytała dziewczyna nie patrząc w oczy Juliana tylko grzebiąc w płytach.
-Powiedzmy, że zabrał kogoś kto jest hmm był nam bardzo potrzebny a poza tym ciągle odbiera nam zlecenia, wiesz nikt nie chce skończyć bez pracy. Więc muszę z nim poważnie porozmawiać- odpowiedział łagodnie ujmując dłoń dziewczyny po czym złożył na niej delikatny pocałunek.
-Mam rozumieć, że na rozmowie się nie skończy?- zapytała dziewczyna dając się omotać urokowi chłopaka.
-Oczywiście. Chce od niego czegoś wartościowego- szepnął Julian z tajemniczym uśmiechem.
-Powiedzmy, że mogę Ci coś zaoferować w zamian za to, że zostawisz nas w spokoju- odpowiedziała dziewczyna patrząc ponad ramieniem Juliana.
-Ty?- zdziwił się mężczyzna- Mam już trzydzieści lat i pierwszy raz spotykam się z tym aby laska gangstera negocjowała ze mną warunki umowy, ale powiem Ci, że mam dziś dobry humor i przystaję na twoją propozycję jeśli to jest coś cennego.
-Uwierz mi, że dla Łukasza bardzo- uśmiechnęła się dziewczyna i pogłaskała mężczyznę po policzku.

-Szefie, przyjechali- odezwał się facet z bliznami.
-Pamiętaj- powiedziała Lilianna i krokiem modelki powędrowała do korytarza gdzie na środku posadzki leżeli już cali we krwi Tymek i Łukasz.
-Co tak długo- zniecierpliwił się Julian- wchodząc za Lilką do hallu- I czemu oni są pobici, mieli być nie tknięci ciołku. Matole to miała być moja przyjemność wymierzanie dla nich kary. Pracuje z bandą przygłupów.

Julian zamyślony patrzył się na krztuszącego się szmatą Łukasza i nieprzytomnego ze strachu Tymka.
-Wyciągnijcie im to gówno z gęby- wrzasnął do trzydziestolatka, który ich przywiózł.
Dwaj mężczyźni, którzy pojmali Tymka szybko podskoczyli do chłopaków i wyciągnęli im szmaty z ust oraz oswobodzili ręce i nogi. Lilka nie patrząc nawet na Łukasza podeszła do Tymka i potrząsnęła nim. Po chwili zrezygnowana, że chłopak nie daje oznak życia poszła do kuchni. Zaskoczeni mężczyźni obserwowali jej każdy krok. najbardziej zdezorientowany był Łukasz, który tak martwił się o swoją ukochaną a ona teraz najzwyczajniej w świecie go olała. Z trudem podniósł się z podłogi i z niedowierzaniem patrzył jak Lilka wraca z kuchni niosąc miskę z wodą, którą energicznie wylała na Tymka.

-Dzień dobry- uśmiechnęła się gdy ten otworzył wreszcie oczy i zaczął trząść się z zimna.
Julian nie mógł opanować śmiechu. Podszedł do dziewczyny pocałował ją w czoło i szepnął jej do ucha, że da jej znać kiedy zapozna go z tą cudowną rzeczą którą mu obiecała. Dziewczyna beznamiętnie spojrzała mu w oczy. Mężczyzna z trudem złapał oddech, stał w bezruchu kilka sekund pożerając łapczywie jej spojrzenie po czym wyszedł z domu krzycząc na swoich towarzyszy aby grzecznie opuścili swojego kolegę i grzecznie się pożegnali. Wychodząc z domu krzyknął jeszcze do Łukasza:
-Pilnuj swojej Eurydki, niejeden Orfeusz chciałby taką mieć- i wyszedł zamykając za sobą drzwi i nie patrząc już w stronę dziewczyny. Łukasz dalej stał ogłupiały patrząc się tępo w zamknięte drzwi i słuchając warkotu silników. Gdy w domu zrobiło się już całkowicie cicho swój wzrok przeniósł na Liliannę.

-Co to kurwa ma być?- zapytał plując krwią pod nogi.
-Cześć kochanie- powiedziała dziewczyna nie mogąc oderwać wzroku od chłopaka. Znów została zahipnotyzowana jego urokiem. Posiadał w sobie coś co przyciągało ją jak magnez. Mimo iż teraz jego włosy były potargane, ubranie pobrudzone a twarz pokiereszowana, dziewczyna nie mogąc wytrzymać wolno podeszła do chłopaka i pocałowała go namiętnie. Gdy ręką przesuwała po jego torsie Łukasz nagle syknął. Lilka bez słowa podniosła mu koszulkę i zbladła na widok wielkiej rany.

-A ona co tu robi- odezwał się wreszcie Tymek. Lilka obrzuciła go uciszającym spojrzeniem i zwróciła się do Łukasza:
-Gdzie masz apteczkę?
Łukasz bez słowa wziął dziewczynę za rękę i poprowadził na górę do sypialni. Wszedł do garderoby której kiedyś tak nie chciał przy Lilce otworzyć. Dziewczyna ze smutkiem popatrzyła na równo ułożone rządki ubrań swojej siostry.
-Ty kretynie przecież tam są rzeczy Very- zaoponował Tymek, który nie był świadomy, że Lilka już wiedziała o wszystkim.
-Tymek z łaski swojej rusz dupę na pole po moją walizkę. Jest między tujami- odpowiedziała ze złością Lilka. Tymek rzucił błagalne spojrzenie w stronę Łukasza, który właśnie wyłonił się z garderoby z wielką apteczką.
-Rób co Cię prosi- odpowiedział cicho. Jego koszula cała była nasiąknięta krwią. Nie zdawał sobie sprawy, że tak mocno oberwał.
Lilka położyła chłopaka na łóżku i ściągnęła mu koszulkę.
-Z tego co widzę otworzyła Ci się stara rana- powiedziała ledwie dosłyszalnym szeptem.
-Pani doktor by się nie wymądrzała tylko zrobiłaby coś z tym- odrzekł Łukasz krzywiąc się z bólu gdy dziewczyna w białych rękawiczkach delikatnie naciskała na brzegi rany.
-Nigdy tego nie robiłam ale mogę spróbować, masz nici.
-Owszem. Ja muszę mieć takie rzeczy, choć nie wiem czy mam do Ciebie zaufanie. Zawsze robiła mi to Veronika.
-Tak wiem ona zrobiła kurs pielęgniarki. Może trochę pamiętam z tego co mi opowiadała. Gorzej już być nie może- odpowiedziała ze spokojem Lilianna i zabrała się do roboty. Robiła wszystko co tylko pamiętała z lekcji biologii i pierwszej pomocy w szkole oraz z luźnych notatek siostry porozrzucanych u niej w pokoju. W duchu strasznie się denerwowała, ze wszystkich sił starała się opanować drżenie rąk w czym nie pomagał jej Tymek stojący jej za plecami z okrągłymi jak spodki oczami. Ciągle wykrzykiwał jakieś uwagi, które strasznie denerwowały dziewczynę oraz Łukasza, który próbował dzielnie znosić eksperymenty Lilki.

-No gotowe- powiedziała po jakimś czasie Lilka z zadowoleniem przyglądając się swojej pracy.
-Nie jest źle- zaśmiał się Łukasz na widok swojego torsu.
-Prześpijcie się trochę a ja postaram się coś ugotować.
-Ty nie umiesz gotować- odparł złośliwie Tymek.
-To zamówię pizze, więc macie troszkę ponad godzinę. Idę na miasto zrobić zakupy ale pozwólcie, że przed tym wezmę prysznic- Dziewczyna przeciągnęła się ukradkiem zerkając w stronę ciągle otwartej garderoby- Tymek gdzie położyłeś moją walizkę?
-Na dole w hallu- odparł już lekko senny chłopak
-W takim razie wykąpie się na dole. Bądźcie już grzeczni- uśmiechnęła się dziewczyna i pocałowała Łukasza w głowę. Gdy zeszła na dół szybko wzięła prysznic i założyła czyste ciuchy. Stare już chciała wrzucić do kosza na brudy gdy przypomniała sobie o pewnej kartce w kieszeni spodni. Na owej kartce był numer do Juliana, który mężczyzna w niewidoczny przez nikogo sposób włożył jej do kieszeni spodni w hallu gdy się żegnali. Teraz Lilka z uśmiechem patrzyła na rządki równych cyferek zapisanych na skrawku gazety. Włożyła numer do portfela i wyszła z domu.
  • awatar kuki0013: świetne... i pytanie takie jak Seiti kiedy nowy rozdział dodasz?
  • awatar Seiti: To ja moje pytanie odświeżam. Kiedy coś dodasz?:(
  • awatar Lisa Angels: Podpinam się do pytania Seiti; Kiedy rozdział?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
"Coś dziwnego zaczęło się ze mną dziać. Zaczynam nie panować nad swoimi zachowaniami, myślami czy czynami. Staję się dla siebie obca. Nie rozumiem swoich działań a najgorsze w tym wszystkim jest to że mimo iż czuję do nich wstręt i wiem, że nie powinnam tak postępować to nic z tym nie robię. Na ślepo biegnę a tą ciemną i prowadzącą do nikąd uliczkę..."


-Mała księżniczka w swoim zamku czeka na odlot ptaków- śpiewała Lilianna siedząc pod bramą wjazdową do rezydencji Łukasza.
Jednak czekanie pod bramą znudziło dziewczynę. Postanowiła okrążyć rezydencję dookoła w poszukiwaniu jakiejś drugiej furtki albo miejsca w którym ogrodzenie będzie choć trochę zniszczone i uda jej się wspiąć na wysoki mur. Dom z jednej strony był otoczony przez równie okazałą posiadłość jednak z drugiej stał tylko mały domek na niezagrodzonym terenie. Lilka ze złością patrząc na błotniste pole w około muru zaczęła stąpać po grudkach śniegu. W tym momencie żałowała, że nie zapakowała swoich ciuchów do torby tylko do walizki. Jednak wzięła się w garść a na jej twarzy znów zagościła chłodna maska. Z gracją posuwała się do przodu szukając uszczerbków w murze. Ku swojemu zaskoczeniu na końcu ogrodzenia znalazła małą dawno nie używaną furtkę. Lilka bez żadnej nadziei popchnęła furtkę, która przesunęła się o kilka centymetrów.
-No nie- zaśmiała się dziewczyna- takie rzeczy tylko w bajkach- odrzekła po czym z całą siłą pchnęła furtkę która przeraźliwie skrzypiąc otworzyła się na tyle aby chudziutka dziewczyna mogła przecisnąć się wraz ze swoją walizką. Lilka nie zdawała sobie sprawy jak wielką posiadłość zakupił Łukasz dopóki nie znalazła się na końcu jej ogrodu. Mimo iż śnieg już się roztapiał i tworzył ogromne błoto co raczej nie dodawało uroku szarym patykom, Lilka z uśmiechem na ustach wędrowała ku rezydencji. Jednak z oddali Lilka zauważyła postacie przechadzające się po domu. Szybkim ruchem cisnęła walizkę między tuje gdzie po chwili sama się schowała dziękując Bogu za to, że te rośliny są wiecznie zielone. Zwinnym ruchem wyciągnęła z kieszeni telefon i wykręciła numer Łukasza. Rzuciła szybkie spojrzenie na drogę, która przyszła i jeszcze raz podziękowała w duchu za roztopy gdyż na błotnistej alei zostały uwiecznione tylko ślady kółek walizki, które nie przyciągały dużej uwagi.

-Cześć skarbie gdzie jesteś- wyszeptała dziewczyna
-Nie mogę teraz rozmawiać, spotkamy się wieczorem-odpowiedział pospiesznie Łukasz.
-No popatrz bo ja w sumie też a jakoś do Ciebie dzwonie- zirytowała się dziewczyna.
-O co Ci chodzi?
-O to, że siedzę pod twoim domem a w nim Ciebie nie ma...
-To oczywiste, mówiłem Ci, że jestem zajęty- przerwał jej Łukasz
-No dobrze więc wytłumacz mi dlaczego w twoim domu jest tyle ludzi?- Po drugiej stronie słuchawki zapadła głucha cisza.
-Gdzie jesteś?- zapytał próbując opanować drżenie głosu
-W krzakach w twoim ogródku- powiedziała zdegustowana dziewczyna.
-Hm... To dobrze daj mi pół godziny, będę tam i Cię zabiorę w bezpieczne miejsce. Masz bezwzględny zakaz ruszania się z miejsca.
-A co jeśli to policja Cię szuka- wyszeptała dziewczyna
-Uwierz mi, że są rzeczy gorsze niż policja i to właśnie jest jedna z nich- Odrzekł chłopak po czym się rozłączył. Lilka tylko westchnęła o wyciszyła telefon. Żałowała, że nie ma przy sobie żadnej broni, chociażby gazu pieprzowego. Tępym wzrokiem patrzyła się w okna domu Łukasza i próbowała rozpoznać postacie.




Łukasz gdy tylko rozłączył się z Lilką przeklinając w duchu biegł wzdłuż ulicy. Do miejsca w którym miał spotkać się z Tymkiem zostało mu kilka przecznic. Biegł nie oglądając się za siebie, po chwili zaczęło mu brakować oddechu a mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Jednak emocje nie pozwalały mu odpuścić na krok przed metą, którą miało być miejsce spotkania z przyjacielem. Gdy tylko przekroczył próg starych pustostanów w środku miasta poczuł, że ktoś mu przykłada lufę do skroni.
-Znowu się spotykamy- zaśmiał się niski ochrypnięty głos, należący do łysawego i przy pakowanego trzydziestolatka.
-Sory za spóźnienie- wysapał Tymek wbiegając do pomieszczenia. Od razu pojął swoją gafę jednak nie mógł jej naprawić gdyż dwaj inni mężczyźni chwycili go za ręce.
-Nic nie szkodzi, przedstawienie dopiero się zacznie- zaśmiał się trzydziestolatek i puścił oczko do zdenerwowanego Łukasza.




-Cholera ile można zgarniać jednego dupka- zagrzmiał jakiś głos. Lilka, która już zdążyła się przyzwyczaić do chłodu jaki panował na polu oraz do drapiących ją po twarzy gałązkach jakby w transie patrzyła przed siebie cierpliwie czekając na Łukasza, jednak ten głos wyrwał ją z zamyślenia i postawił na równe nogi. Nie spodziewała się, że Ci ludzie wyjdą na zewnątrz.
-Spokojnie pamiętaj Danielu, że to nie byle kto ten dupek- zabrzmiał spokojny i aksamitny głos. Obaj mężczyźni palili papierosy z tą różnicą, że pierwszy zaciągał się nimi szybko i krótko przez co Lilka miała wrażenie, że mężczyzna zaraz zacznie hiper wentylować, a drugi spokojnie jakby delektując się smakiem i zapachem wciąganego powietrza. Po chwili na tarasie pojawił się trzeci mężczyzna. Lilka na jego widok aż się skrzywiła. Jego twarz pokrywało kilka dużych blizn i pozostałości po młodzieńczym trądziku. Bez słowa przyglądał się ogrodowi i po chwili milczenia powiedział coś na ucho do mężczyzny o aksamitnym głosie, którego Lilka uznała ze szefa.
-Gruby- mimo iż mężczyzna podniósł głos, dalej on brzmiał miękko i delikatnie, jednak wszyscy mężczyźni mimowolnie drgnęli na jego dźwięk.
-Gruby przejdź się i zamknij furtkę- powiedział do mężczyzny który w tym momencie pojawił się na tarasie. Przezwisko było trafne i dokładnie oddawało aparycję gangstera jednak ciśnienie Lilki gwałtownie przyspieszyło
-O w dupę- wyszeptała, gdy mężczyzna poszedł zamknąć furtkę.





Łukasz razem z Tymkiem zostali zakneblowani i wrzuceni do jakiegoś dostawczaka. Łukasz patrzył się tylko beznamiętnym wzrokiem w drzwi które z impetem zatrzasnął za nimi trzydziestolatek. Tymek nie rozumiejąc sytuacji w jakiej się znalazł rozpaczliwie szukał spojrzenia Łukasza liczył, że znajdzie w nim cień nadziei który mu doda otuchy. Jednak Łukasz unikał wzroku Tymka, po chwili nawet zamknął oczy.
-Co gołąbeczki, troszkę będzie telepać ale tylko przez chwilkę. Wybaczycie panowie ale muszę zadzwonić do szefa i przekazać mu jak ważnych gości do niego wiozę- z udawaną kurtuazją powiedział mężczyzna i zatrzasnął szybkę w ściance, która dzieliła kierowcę z paką.
-Ykh- chciał zakląć Łukasz ale z jego ust dobiegły tylko charki i stęki a szmata którą miał wciśniętą do ust jeszcze bardziej wleciała mu do gardła tak, że teraz chłopak mógł oddychać jedynie nosem i prawie się nie ruszać.
-Szefie. Jedziemy- śmiech trzydziestolatka z łatwością przelatywał przez ściankę furgonetki.




-Gruby jak będziesz wracał to podlej tuje bo chyba brakuje im trochę wody- zaśmiał się jeden z mężczyzn. Od razu zawtórowała mu reszta mężczyzn, a Lilka tylko westchnęła.
-Bardzo zabawne Łysy- Lilka ze zdziwieniem przypatrzyła się małemu mężczyźnie, który niedawno wykrzykiwał do Grubego. Na jego głowie jawiła się istna dżungla włosów, więc nie rozumiała skąd to przezwisko.
-A ty co tu robisz- zabrzmiał chrapliwy głos Grubego i Lilka zobaczyła przed sobą ociekającego potem dresa, którego oddech mogłaby z łatwością porównać do jakiejś publicznej latryny.
-Podziwiam przepiękne okazy tui w tym ogrodzie- prychnęła dziewczyna z odrazą odwracając buzie od przykrego zapachu.
-Pani pozwoli- zabrzmiał aksamitny głos szefa. Zrezygnowana dziewczyna wyszła z krzaków i pod eskortą "Grubego" skierowała się w stronę tarasu wyciągając z włosów małe gałązki. Na jej widok wszyscy mężczyźni na tarasie zaniemówili. Słychać było tylko głośne tupanie Grubego, który według nie wyrażonej głośno opinii Lilianny w głowie miał tylko żarcie.
Jako pierwszy z oszołomienia wyrwał się szef- jak go w myślach nazywała Lilianna. Podszedł do dziewczyny i z uśmiechem pomógł jej wyciągać gałązki z jej pięknych blond włosów.
-Julian- wyciągnął do niej rękę.
-Lilianna- powiedziała dziewczyna delikatnie się uśmiechając. Julian myślał, że to z powodu jego aparycji jednak prawda była taka, że Lilka z trudem panowała nad wybuchnięciem śmiechem z powodu przedziwnego imienia mężczyzny. Po chwili jednak się opanowała i przywdziała znów swoją chłodną maskę, co jeszcze bardziej spodobało się Julianowi.
-Pewnie zmarzłaś. Może wejdziesz do środka?- zapytał z lekkim uśmiechem.
-A można odrzucić zaproszenie- spytała chłodno dziewczyna.
-Zawsze można- powiedział mężczyzna lecz nie czekając na jakieś kontrargumenty ze strony dziewczyny pociągnął ją w stronę domu.
  • awatar Seiti: Julian- padłam. XD Kocham jej teksty. Kurde Ty to masz dar.
  • awatar Lisa Angels: strasznie długo nic nie dodawałaś. rozdział jak zwykle cudowny. Uśmiałam się na odpowiedź Lilki i wogule jej determinację... już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"God knows what is hiding in those weak and drunken hearts
Guess he kissed the girls and made them cry
Those Hard-faced Queens of misadventure
God knows what is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery thrones of muted angels
Giving love but getting nothing back"


Lilka nie zwracając uwagi na uśmiechniętego Sebastiana który wygodnie usiadł na jej łóżku, nuciła sobie cichutko piosenkę i kręciła się po pokoju przerzucając rzeczy co chwila się do jakiejś uśmiechając. Sebastian grzecznie siedział nie odzywając się do dziewczyny przeczuwając, że tak wygląda u niej PMS.
-God knows what is hiding in this world of little consequence
Behind the tears, inside the lies
A thousand slowly dying sunsets
God knows what is hiding in those weak and drunken hearts
Guess the loneliness came knocking
No one needs to be alone, oh singin'- Lilka już nie panowała nad swoim głosem i śpiewała już głośniej całkowicie zapominając o obecności Sebastiana. Poruszała się jak zahipnotyzowana. Pustym wzrokiem patrzyła się gdzieś za okno. Po chwili po jej policzku spłynęła łza, jednak Sebastian nie odezwał się ani słowem.
-Idziemy- szepnęła uśmiechając się i chwytając swoją torebkę z biurka. Rzuciła ostatnie spojrzenie w stronę lustra i cichym głosem powiedziała- Kocham Cię- i wyszła z pokoju. Sebastian jeszcze przez chwilę nie mógł się poruszyć, takie zachowanie go bardzo zdziwiło, teraz uważał, że dziewczyna potrzebuje porady psychiatrycznej.
-Idziesz- wrzasnęła Lilka z dołu
-Tak- odpowiedział chłopak i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.

Dotarli do galerii handlowej w nie dłużej niż 15 minut jednak to wystarczyło aby Lilka przemarzła na kość. Idąc wolnym krokiem w stronę drzwi wejściowych zaczęła trząść się jak osika więc Sebastian ostrożnie przytulił dziewczynę spodziewając się, że ta go odtrąci. Jednak ona tylko się uśmiechnęła i wtuliła w chłopaka.
-Kochasz mnie- spytał się chłopak nachylając się do Lilanny.
-Perhaps, perhaps, perhaps- uśmiechnęła się dziewczyna i wymijając Sebastiana weszła do sklepu.




Łukaszowi zostało do wykonania ostatnie zlecenie. Wiedział, że policja teraz go obserwuje ale musiał je wykonać. Po wyjściu od Siwego dostał dokładne instrukcje gdzie znajdzie towar i komu ma go dostarczyć. Wiedział, że nie będzie łatwo ale miał nadzieję, że jego zażyłość z panią komisarz troszkę mu w tym pomoże. Maszerował wzdłuż mało ruchliwej ulicy i śpiewał jakieś skoczne kawałki pod nosem. Najpierw miał spotkać się z Tymkiem przekazać mu podstawowe instrukcje a sam wykonać resztę.
-Tymeczku?- zapytał słodko odbierając telefon
-Co ty taki miły?- zapytał zdezorientowany chłopak.
-Jak tego nie spierdolisz to będę jeszcze milszy. Spokamy się przy placu tam gdzie zawsze za 10 minut i lepiej się nie spóźni. Ciao- rozłączył się nie czekając na odpowiedź chłopaka. Po chwili wszedł na bardzo zatłoczoną ulicę. Pełno wrzeszczących dzieci, trąbiących aut, starszych pań wpychających się z tobołami do autobusu, uroczych dziewczyn w wysokich kozaczkach i młodych chłopaków rzucających śnieżkami. Zaśmiał się na widok ich wszystkich. Zabieganych, uśmiechniętych i zmartwionych, zmarzniętych... Zrobił głęboki wdech i ruszył w stronę starych kamiennic. Wolnym krokiem wspinał się po zdezelowanych schodach. Na wysokości drugiego piętra założył jednorazowe rękawiczki do sprzątania. Gdy doszedł na czwarte piętro rozejrzał się po małym korytarzu i zapukał do jednych drzwi z małą tabliczką. Po chwili z mieszkania dało się usłyszeć ciche tupanie i mocny męski głos
-Kto tam?
-Ja od Siwego po przesyłczkę.
Mężczyzna za drzwiami rzucił krótkie spojrzenie przez wizjer w zdezelowanych drzwiach i z uśmiechem na twarzy powitał Łukasza. Gdy tylko Łukasz wszedł do środka mężczyzna zamknął za nim drzwi. Mężczyzna miał około 50 lat, ubrany w kraciastą czerwoną koszulę i błękitne jeansy nie do końca pasował z otaczającym go klimatem slumsów. Nie był wysoki. Był grubszy, wręcz otyły a na jego twarzy widniał czarny wąs.
-Ciebie jeszcze tu nie widziałem- powiedział z błyskiem oczu mierząc Łukasza badawczym spojrzeniem.
-Tacy jak ja rzadko wykonują tak błahe zadania, chyba, że ważna jest precyzja i brak rozgłosu.
-O proszę, proszę czyżby fatygował się do mnie ktoś na wyższym stanowisku- powiedział z nutą ironii w głosie mężczyzna.
-Pominę ten komentarz. Miło mi Pana poznać, możemy przejść do rzeczy- powiedział Łukasz wyciągając rękę do mężczyzny. Ten zaskoczony uścisnął dłoń.
-Teraz mam pewność, że nie jesteś byle kim. Te leszcze których tu przysyłasz od razu mi się przedstawiają. A po co? Ja nie potrzebuję problemów, póki was nie znam to ich nie mam. Widzę, że znasz się na rzeczy więc mam dla Ciebie coś specjalnego.
Mężczyzna obrócił się i poszedł do drugiego pokoju. Za nim powoli kierował się Łukasz uważnie obserwując mieszkanie.




-I jak w tym wyglądam- zapytała Lilka przygryzając seksownie dolną wargę. Sebastian nie powiedział ani słowa otworzył tylko szeroko oczy i opadł na kanapę w przymierzalni.
-I jak ja mam z toba chodzić na zakupy skoro nie jesteś mi w stanie doradzić- zirytowała się dziewczyna mierzwiąc swoje długie, już blond włosy. Wszyscy mężczyźni w sklepie ukradkiem oglądali śliczną dziewczynę stojącą na środku i przeglądającą się w lusterkach. Jeden odważniejszy podszedł do dziewczyny
-Jak ja bym był twoim chłopakiem to nie zastanawiałbym się tylko kupował, ale w domu i tak bym to z ciebie ściągnął- uśmiechnął się. Lilianna słodko się uśmiechnęła i podziękowała chłopakowi a wybuchnęła śmiechem kiedy do chłopaka podskoczyła młoda dziewczyna i zaczęła mu wymyślać, po czym dała mu twarz i wyszła ze sklepu. Chłopak uśmiechnął się do Lilianny i wybiegł za dziewczyną. Zaskoczony Sebastian uśmiechnął się do Lilianny i powiedział:
-W takim razie bierzemy.
Lilka z uśmiechem na ustach wróciła do przymierzalni.

Parę godzin później Lilka obładowana pakunkami wróciła do domu, za nią dwa razy bardziej obładowany szedł Sebastian.
-Na prawdę chcesz to zabrać tylko na kilka dni? Musiałabyś się dwa razy dziennie przebierać.
-O mnie się nie martw odpowiedziała z uśmiechem Lilianna rozpakowując ubrania i układając je w torbie.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet- powiedział zrezygnowany i zmęczony Sebastian padając na łóżko.




Łukasz był już zmęczony wykonywaniem swojego zdania, Trochę odwykł od dłuższych misji i nie miał już na nią siły. Zmęczony zadzwonił do Tymka.
-Siema młody mam dla ciebie ostatnią prośbę spotkamy się przy slumsach.
-Jasne dla Ciebie wszystko stary- zaśmiał się Tymek.
-Mam nadzieję, że się nie spóźnisz.
-Nie, nie będę w porządku słyszałem, że pojutrze planują pogrzeb tego co się spóźniał. Jesteś zbyt rygorystyczny co do terminów. Mam nadzieję, że niczego tam nie znajdą na Ciebie.
-Młody nie przez telefon. Niczego nie znajdą ja jestem zawodowcem- uśmiechnął się Łukasz i rozłączył się.
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: właśnie jeszcze nikt ??? przecież to takie świetne aż się zazdrości talentu, to nie to co ja pisze jakieś badziewie :C ty masz talent pisz następny szybciutko :* Ps. gome ze tak późno ostatnio nie mam jak w ogóle na neta wejść :C
  • awatar Seiti: Też chce tak pisać. Nikt Ci jeszcze nie zaproponował wydania książki?
  • awatar ninj: Taaaaaaaaaaak! Uwielbiam <3. Świetne ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
"Odkąd pamięta zawsze stała na toaletce obok lustra. W białych baletkach wychylona w powietrzu uniesiona nóżka... Nudziła się wśród bibelotów. Kurz wyłapując w suknię... w suknię... hahaha złotą. I tylko z dołu perski dywan, czasem jej puszczał... peeerskie oko..."


W pokoju panowała grobowa cisza przerywana cichutkim nuceniem Liliany. Radio już dawno przestało grać jednak dziewczyna odurzona dużą ilością alkoholu nie zwróciła na to uwagi. Cały czas bawiła się kawałkiem szkła z rozbitej szklanki. Delikatnie jak piórkiem jeździła po wewnętrznej stronie swojej dłoni. Głowę oparła na stoliku do kawy a wzrok utkwiła w małym błyszczącym przedmiocie. Po chwili coraz mocnej przyciskała szkło do swojej skóry. Cały czas cicho nucąc:
-Mała księżniczka w swoim zamku, czeka na odlot ptaków. Pod powiekami sen się słania, już za chwilę dotkniesz chmur... dotkniesz chmur...- Lilka przerwała i pustym wzrokiem zaczęła patrzeć na spływającą z jej ręki krew.
-Kap, kap, kap..- cichutko śmiała się dziewczyna patrząc jak krew kapie na podłogę.
Mężczyzna, który od jakiegoś czasu obserwował Lilianę powoli ruszył do niej. Cicho kucnął przy dziewczynie i podniósł jej twarz do góry.
-Nareszcie- uśmiechnęła się przez łzy dziewczyna i kucnęła. Powoli przesuwała ręką po twarzy chłopaka
-Nie zostawiaj mnie- szepnęła i mocno się do niego przytuliła brudząc mu krwią koszulę. Nawet nie poczuła jak mężczyzna podniósł ją z ziemi, zasnęła w jego ramionach.


Lilka obudziła się w czystej piżamie z zabandażowaną ręką oraz z wielkim bólem głowy. Przez chwilę nie wierzyła, że wczorajsze wydarzenia były prawdziwe. Jak przez mgłę widziała jego twarz w poświacie księżyca, gdzieś w sobie czuła jego zapach. Mimo strasznego bólu głowy powoli wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Na schodach prawie straciła równowagę ale ostrożnie trzymając się poręczy zeszła na dół. Czując wspaniały zapach poszła do kuchni. Mimo kaca, ślinka ciekła jej na samą woń jajecznicy która rozprzestrzeniała się po domu.
-Dzień dobry- szepnęła stając w progu kuchni i patrząc na mężczyznę, który nakładał jedzenie na talerze.
-Wstałaś? Chodź, jedz póki jest ciepłe... Czemu płaczesz?- zapytał chłopak i podszedł do Lilki. Ta złapała go w pasie i delikatnie przyciągnęła do siebie. Swoje ręce zatopiła w jego gęstych włosach i delikatnie go pocałowała. Chłopak wcale się nie bronił. Objął Lilkę mocno i oddawał pocałunki. Po chwili pieszczot powiedział:
-Za chwilę wystygnie i będzie nie dobre- zaśmiał się chłopak- na to mamy jeszcze trochę czasu, mała księżniczko...
-Kocham Cię- odpowiedziała Liliana i siadła do stołu cały czas z uśmiechem obserwując ruchy chłopaka.

Gdy skończyli jeść blondyn zabrał się do zmywania naczyń. Lilka uważnie obserwowała każdy jego ruch, ani na sekundę nie spuszczała z niego wzroku. Chłopak zauważył jej spojrzenie i westchnął:
-Spokojnie, nie zamierzam Ci nigdzie uciekać. W szczególności nie po tym co wczoraj wymyśliłaś- powiedział wskazując na zabandażowaną rękę dziewczyny. Lilka uśmiechnęła się i rzuciła krótkie spojrzenie na swoją rękę.
-Wyjedźmy gdzieś- zaproponowała.
-Przecież zbliżają się święta- zaśmiał się chłopak i pocałował Lilkę przelotnie w czoło po czym wrócił do wycierania talerzy.
-Wyjedźmy razem nawet na święta. Gdziekolwiek- nalegała dziewczyna. Blondyn zamyślił się. Oparł się o blat, założył ręce i przygryzł lekko wargi.
-Rodzice nie obchodzą świąt nawet nie zauważą, że wyjechałam proszę...- szepnęła nie ruszając się z miejsca.
-Dobrze- powiedział po chwili chłopak- Ale musiałbym zniknąć na kilka dni, załatwić swoje sprawy i możemy wyjechać.
-Naprawdę?- pisnęła Liliana i zerwała się z krzesła.
-Naprawdę, ale obiecaj, że podczas mojej nieobecności nie będziesz się już samo okaleczać- uśmiechnął się chłopak i mocno przytulił Lilkę.
-Obiecuję. Teraz grzecznie na Ciebie zaczekam- powiedziała Lilka i pocałowała go.




Śnieg leniwie spadał z nieba i roztapiał się na posolonej drodze tworząc mało romantyczny obraz, jednak Łukasz maszerował z uśmiechem na twarzy. Po chwili zaczął dzwonić jego telefon, gdy odczytał kto dzwoni niechętnie odebrał.
-Siemasz młody, co znowu?
-Stary nie uwierzysz- odezwał się w słuchawce zdenerwowany głos Tymka
-Ada jest w ciąży!
-Jaka Ada?
-Adrianna, ta laska która mnie niedługo po twoim wyjeździe zostawiła.
-Aaaa ta Adrianna. Pamiętam dobra dupcia, nawet z nią w samolocie razem leciałem kiedyś. Ale uprzedzam, ze bardzo kulturalnie, bez zbliżeń- zastrzegał się Łukasz przypominając sobie dziewczynę.
-W samolocie nie doszło do zbliżenia ale na pierwszej imprezie jak przyjechałeś owszem.
-Jesteś zły? No stary sory ale oddałeś mi swoje laski w ramach zakładu- zaśmiał się Łukasz
-Nie jestem zły tylko zastanawiam się czyje to dziecko- odpowiedział spokojnie Tymek.
-Jak to czyje? Oczywiście, że twoje- zaśmiał się Łukasz przeskakując wielką kałuże.
-Nie chcę Cię martwić, ale to raczej nie jest moje dziecko.
Łukasz stanął jak wryty, tępo patrzył się przed siebie. Słowa Tymka dudniły mu w głowie.
-Sugerujesz, że ja mógłbym być ojcem?
-Raczej to jest bardzo prawdopodobne gdyż przed imprezą byłem z nią pokłócony o jakąś pierdołę i długo razem nie spaliśmy.
-Czekaj stary ale mieszasz mi w głowie. Przecież przed imprezą byłeś z Lilką...
-Czysto teoretycznie. Do Lilki udawałem chłopaka idealnego a tak naprawdę to od kilku lat byłem z tą lalką- odpowiedział spokojnie Tymek.
-Jesteś gorszy ode mnie a masz dopiero 18 lat- zaśmiał się Łukasz- Rozmawiałeś z nią o tym.
-Nie, tylko widziałem ją na ulicy. Ona na pewno nie przytyła w szczególności tylko w brzuchu. Chciała być modelką więc...
-Więc albo ja mam dwa wózeczki albo popylamy razem- westchnął Łukasz wsiadając do samochodu. Zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu.
-Jedź teraz do Siwego, później się tym będziemy przejmować. Aczkolwiek czuje, że z nią będą problemy- odezwał się po chwili Tymek
-Oby nie. Trzymaj się młody.
Łukasz rzucił telefon na siedzenie obok i ruszył z piskiem opon do mieszkania Siwego.





Lilka już godzinę stała przed lustrem i przymierzała wszystkie swoje sukienki. Do rozłożonej przed sobą walizki wrzuciła dopiero jedną koronkową, resztę namiętnie rzucała z zniesmaczeniem na łóżko. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zaskoczona Lilka aż podskoczyła. Szybko zarzuciła na siebie pierwszą lepszą sukienkę i zeszła na dół.
-Cześć skarbie- powiedział Sebastian wchodząc do mieszkania i całując namiętnie wyrywającą mu się Lilannę.
-Cześć- odpowiedziała niechętnie, jednak chłopak nie zauważył jej zmiany i z uśmiechem na ustach wręczył jej słoik miodu.
-Patrząc na kreację już czujesz się lepiej- zaśmiał się, na co Lilka krytycznym wzrokiem obrzuciła swoją sylwetkę w lustrze. Zobaczyła w niej wysoką szczupłą blondynkę, z jakby jeszcze czarnymi odrostami. "Piekielna farba jak nie potrzebowałam to schodziła od razu a teraz na złość siedzi na tej głowie" pomyślała i zacisnęła wargi w podkówkę. Następnie swój wzrok skierowała na swój tułów przyozdobiony w czarną obcisłą sukienkę bez ramiączek z prześwitującymi fragmentami na brzuchu.
-Ta w sumie jeszcze ujdzie- uśmiechnęła się do siebie Lilianna zapominając o obecności Sebastiana.
-Wygląda obłędnie-powiedział chłopak i przytulił się od tyłu do Lilianny. Ta nie chętnie na to mu pozwoliła. Wywracając oczami po chwili oswobodziła się z jego uścisku.
-Wyjeżdżam za kilka dni więc przepraszam ale muszę się jeszcze spakować. Najprawdopodobniej muszę jeszcze iść na zakupy- powiedziała znów krytycznym wzrokiem obrzucając swoją postać w lusterku.
-To nie dobrze, że wyjeżdżasz na święta. Będę strasznie tęsknił, ale zakupy to świetna myśl. Myślę, że mógłbym Ci w nich pomóc- zaśmiał się serdecznie. Lilka przekręciła głowę na bok i spojrzała na młodego chłopaka. Osiemnastolatek był uśmiechnięty, żywiołowy i nie dało się ukryć przystojny. Jednak Lilka nie potrafiła znaleźć w nim teraz tego co widziała na początku ich znajomości.
-To przez wczoraj- znów wypaliła na głos
-Co przez wczoraj?
-Nic nic... Przepraszam ale myślę na głos- uśmiechnęła się dziewczyna i poszła do siebie do pokoju. Za nią podreptał Sebastian fałszując jakiś mało znany utwór.
  • awatar Szpunka: Dobra jesteś ! :*
  • awatar ninj: Tęsknię ;(
  • awatar Nijixi: Ta historia z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej wciąga, jest niesamowita. Nie rozumiem tylko jednego, skoro Lilka wie już o zakładzie a tym bardziej o tym, że Łukasz jest mężem jej siostry to czemu zachowuje się jak gdyby nigdy nic? Z ciekawością i niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
"Wczorajszy dzień był idealny. Mimo iż metoda Sebastiana nie za bardzo mi pomogła to i tak jest mi cholernie miło, że przyszedł. Ale już czuję się lepiej. W końcu nadchodzą święta.. Wolne od szkoły. A rodzice znowu gdzieś wyjechali. Czemu prawnicy ciągle gdzieś się szlajają po świecie... Pewnie święta znów spędzę sama albo pojadę do ciotki. Eh... "


-Coś tak zmarkotniała- zapytała Rita patrząc na swoją przyjaciółkę.
-Oj Rita przerażają mnie wizja świąt- powiedziała Lilka wstając z łóżka. Wolnym krokiem podeszła do parapetu i przez chwile w milczeniu spoglądała na spadające ze nieba płatki śniegu. Rita czekała aż przyjaciółka powie jej o co chodzi jednak ta bez słowa patrzyła za okno.
-Ludzie lubią święta. Jest to czas kiedy można pobyć z rodziną...
-No właśnie- westchnęła dziewczyna i popatrzyła się na zaskoczoną Rite.
-No wiesz myślałam, że nie masz z tym problemów. Masz dużo kasy, oboje zdrowych rodziców, nie narzekasz na brak facetów...
-I tu się mylisz!- prawie krzyknęła Lilka- Nigdy nie miałam rodzinnych świąt. Matka zawsze jest zapatrzona w swoje papierki, ojca nigdy nie ma w domu, a kasa jest wynagrodzeniem tego, że ich nie ma... Zawsze dostawałyśmy z Verą drogie zabawki i wszystko co chciałyśmy aby odczepić się od rodziców. Ciotka jest dobra tylko na chwilę jednak jest taka sama jak oni. Ceni sobie niezależność, lubi romansować... Nienawidzę świąt... Zawsze zostawałyśmy same w domu a od kiedy Vera się wyprowadziła albo spędzałam je sama albo przyprowadzałam chłopaków. Przyjaciółek nigdy nie miałam...
-O mój Boże... Nie wiedziałam, że jest aż tak źle
-Nikt nie wie... Matko i ja jestem trzeźwa- zaśmiałą się Liliana kucając pod drzwiami balkonowymi.
-Vera to twoja siostra?- zapytała nieśmiało Rita
-Tak. Żona Łukasza...
-O kur.a. Z tamtego wieczoru powiedziałaś mi tylko, że zakochałaś się nie w tym facecie co potrzeba, ale nie wiedziałam, że to mąż twojej siostry.
-Nigdy się w nim nie zakochałam... Najgorsze jest to, że ja czasem już nie rozróżniam miłości od zafascynowania. Czasem potrzebuję tylko dobrej, zabawy sexu i wódki. Niczego mi więcej w życiu nie potrzeba- mówiła Liliana cały czas patrząc się pustym wzrokiem w płatki śniegu za oknem jednak po jej policzkach ciekły łzy.
-Lilka!- Rita podbiegła do przyjaciółki- Święta spędzisz ze mną i z moją upierdliwą mamą. I proszę nie płacz już!
Po chwili obie dziewczyny ryczały i trzymając się za ręce tępym wzrokiem patrzyły na płatki śniegu.





-Może jakiś zeszycik, notatnik i dobrze piszący długopis panie Łukaszu?- Zaśmiała się młoda policjantka wchodząc do śmierdzącej celi. Obrzuciła Łukasza krótkim spojrzeniem i z uśmiechem na twarzy wyprowadziła go z celi- Co koledzy nie byli sympatyczni?- zapytała wskazując na jego poplamione krwią ubranie, rozcięte kąciki ust i pokrwawiony nos.
-Jakoś tak wyszło, że nie przypadłem im do gustu- uśmiechnął się krzywo chłopak.
Młoda kobieta zwróciła się do sekretarki siedzącej przy brudnym biurku
-Zawieźcie go do domu i przeszukajcie przy nim sejf - po czym odwróciła się do Łukasza- My byliśmy tak mili, że pozwolimy Ci go otworzyć i nie będziemy dewastować połowy twojej pięknej rezydencji.
-Oh jak mi miło- szepnął Łukasz i wyciągnął ręce w stronę dziewczyny.
-Nie tak szybko. Rozkują Cię na miejscu, może coś jeszcze znajdziemy- zgromiła go spojrzeniem.
-Pani komisarz- krzyknął ktoś z drugiego pokoju
-U jakie wysokie progi. Kręci mnie to- szepnął jej do ucha Łukasz. Na dźwięk jego głosu policjanta aż podskoczyła.
-Nie zbliżaj się bo śmierdzisz. Zabierzcie go!- krzyknęła do dwóch policjantów stojących nieopodal.
-Pani komisarz musi pani z nim pojechać- krzyknął młody policjant wyskakując z pokoju obok.
-Nie krzycz pacanie stoję obok Ciebie- zdenerwowała się policjantka.
-Tak jest przepraszam. Pani komisarz musi z nimi pojechać.
-Zwariowałeś? Nigdzie nie jadę gdzie jest starszy posterunkowy Raczowski?
-Właśnie pojechali do wypadku.
-I nikogo nie ma na tym jebanym komisariacie?- krzyknęła dziewczyna. Młody chłopak wyprostował się i zaczął szybko nabierać powietrza. Dwaj policjanci którzy mieli zabrać Łukasz też wyprostowali się ale nie ruszyli się z miejsca. Sekretarka natychmiast przestała szeleścić papierami. Nastała krępująca cisza, którą przerwał śmiech Łukasza.
-Widzę, że kobitka trzęsie całym komisariatem...- Nie zdążył dokończyć swojej myśli gdyż dziewczyna wyciągnęła z paska pierwszego policjanta pałkę i mocno zdzieliła Łukasza. Zaskoczony chłopak nie mógł zabrać oddechu.
-Nie podskakuj w moim rewirze- szepnęła mu do ucha lekko podnosząc go za brudną koszulkę. Po chwili odepchnęła chłopaka i ze złością oddała pałkę policjantowi.
-Jak zwykle sama wszystko załatwię. Wsadzić mi go do radiowozu i zawieść do domu. Ja dojadę swoim autem. Ale zanim tam przyjadę on ma być umyty nie spędzę z nim ani minuty dłużej w jednym pomieszczeniu. Matko jak faceci mogą tak capieć po jednej nocy spędzonej w celi- obrzuciła krótkim spojrzeniem kulącego się jeszcze na ziemi chłopaka i ruszyła do swojego gabinetu.
-Ona tak zawsze?- zapytał słabym głosem Łukasz krzywiąc się z bólu. Reszta mężczyzn tylko delikatnie się uśmiechnęła nie będąc w stanie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Dwaj podeszli do Łukasza i próbowali postawić go do pionu.
-Aa wątłe to takie ale jak przywali to ał.. Skąd to ma tyle siły, żeby to jeszcze było dobre...- nie zdążył dokończyć gdyż w drzwiach ukazała się pani komisarz i policjanci boleśnie podnieśli go i wyprowadzili z budynku.
Gdy dojechali do posiadłości Łukasza policjanci wyprowadzili go z radiowozu i wsadzili pod prysznic. Tam Łukasz odzyskał siły po bójce, nieprzespanej nocy i pobiciu przez dziewczynę. Z tego było mu najtrudniej się pozbierać ale jakoś dał radę. Gdy tylko wyszedł z łazienki ubrany w czyste ciuchy do sypialni weszła pani komisarz w obstawie dwóch funkcjonariuszy.
-To abyś mnie nawet nie spróbował tknąć- szepnęła mu do ucha wskazując na policjantów i zaprowadziła do sejfu.
-Nawet nie zamierzałem. Wiesz nie kręcą mnie laski masochistki... Wszystko ma swoje granice- uśmiechnął się krzywo Łukasz i otworzył dziewczynie sejf.
-Sprawdźcie to- kiwnęła głową na policjantów którzy posłusznie założyli białe rękawiczki i zaczęli przerzucać papiery. Łukasz wygodnie położył się na łóżku i zaczął wdychać zapach pościeli. Zamknął oczy i westchnął.
-Nie wdychaj jak na skazaniu, zabezpieczamy parę dokumentów, dostaniesz je w swoim czasie.
-Jasne- odpowiedział Łukasz jednak myślami był już daleko od swojego domu.
-Zabierzcie to do analizy- powiedziała kobieta i gestem dała znak mężczyzną, że mają odejść. Po czym podeszła do Łukasza- Denerwujesz mnie kolego.
-Bo co? Bo nic nie mnie nie masz? Nic nie znajdziesz, choćbyś szukała kilka lat. Jestem czysty jak łza. Jedyne moje przewinienia to sex z Tobą mimo, że moja żona w ciąży siedzi w domu jakieś kilkaset tysięcy kilometrów stąd.
-Grubo się mylisz- powiedziała dziewczyna i odwróciła się do wyjścia jednak Łukasz mocno złapał ją za nadgarstek i obrócił w swoją stronę.
-A za to na komisariacie mi jeszcze zapłacisz- wysyczał przez zęby mocno ściskając rękę dziewczynie. Młoda kobieta przygryzła wargi i wyrwała się Łukaszowi i uciekła z domu.




Gdy zapadłą już noc Lilka dalej nie mogła zasnąć. Rodzice jeszcze nie wrócili a Rita musiała dziś już wrócić do domu. Nie chciała zostawiać swojej mamy samej. Mimo iż zaprosiła Lilkę do siebie ta odrzuciła jej propozycję i została sama w wielkim domu. Zeszła na dół i nucąc jakąś piosenkę skierowała się do gabinetu ojca. Tam stanęła przed barkiem i zaczęła przyglądać się wytrawnym alkoholom. Jednak z jego gabinetu wzięła tylko szklankę. Łkając poszła do kuchni gdzie z zamrażarki wyciągnęła wódkę. Już śmiejąc się przez łzy poszła do salonu gdzie włączyła płytę Buble.
-Kocham ten dom, zawsze jakiś alkohol- szepnęła do siebie i nalała sobie zimnej wódki.
Jedna szklanka, druga szklanka, trzecia... Po wypiciu prawie połowy butelki Lilka podskoczyła do odtwarzacza i pogłośniła go.
-Taaak. When marimba coś tam start to play, dance with me, make me sway... Hahaha- Lilka zataczała się po salonie. Po chwili robiąc gwałtowny obrót stłukła szklankę.
-Uuu tatuś ją bardzo lubił- zaśmiała się do siebie dziewczyna i siadła przy rozwalonym szkle. Wzięła jeden większy kawałek i zaczęła nim jeździć sobie po ręce. W kącie pokoju coś się poruszyło jednak Lilka nie zwracała na nic uwagi. Osoba stanęła nieruchomo w cieniu pokoju obserwując uważnie każdy ruch dziewczyny.
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: aaaaaaaaaa więcej,więcej błagam w takim momencie się skończyło !!!!!!!!! to jest genialne jak zawsze !!!!!!!!!!
  • awatar ninj: Mam nadzieję, że szybko Ci pójdzie z tym angielskim ;p. Tak więc powodzenia ;)
  • awatar ninj: Jejku, ja chcę więcej. Dziewczyno zajebiście piszesz ;p. Mogłabym czytać bez końca, może jakaś niespodzianka w postaci jeszcze jednej części? Proszę, proszę ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Kolejne dni przelatują mi przez palce. Powinnam się wziąć za naukę ale jakoś nie mam do tego głowy. Chciałabym się zapaść pod ziemię a przede wszystkim pozbyć się tego nieszczęsnego kataru. A on dalej nie napisał. Aaaaa! Jedyną pozytywną rzeczą jest wyjazd moich rodziców na tydzień do Włoch. Jakbym była zdrowa to idę o zakład, że Rita urządziłaby jakąś wspaniałą imprezkę ale z racji tego, że obie jesteśmy chore to siedzimy w domu i oglądamy bezmyślnie telewizje."


Lilka od paru minut przerzucała w kółko kanały nie znajdując nigdzie nic interesującego. Po chwili zirytowana wyłączyła go i bezsilnie opadła na poduszki. Po chwili jej poczuła jak jej materac drży. "Ach te subtelne wibracje mojego telefonu" pomyślała dziewczyna i nie spiesząc się zaczęła przerzucać poduszki w poszukiwaniu zguby. Zastanawiała się kto do niej napisał znudzona chorobą Rita czy zmartwieni jej stanem zdrowia rodzice. Wreszcie znalazła telefon i odczytała bezmyślnie na głos wiadomość:
"Słyszałem, że dopadła Cię jakaś choroba. Znam dobry sposób, znajdziesz dla mnie trochę czasu?" po czym odrzuciła telefon obok i jeszcze raz włączyła telewizję.
-Aaaaaa!!!- krzyknęła i tym razem rzuciła się na telefon. Jeszcze raz przeczytała uważnie treść esemesa i uśmiechnęła się do siebie.
"Jeśli twój sposób postawi mnie na nogi i będę mogła iść do szkoły to się zgadzam"- odpisała drżącymi rękami. Po kilku sekundach otrzymała zwrotną wiadomość "Będę u Ciebie za 20 minut z moim sposobem".
Lilka po odczytaniu wiadomości zerwała się z łóżka i zaczęła sprzątać. Brudne chusteczki do kosza ciuchy do szafy, szybkie mycie zębów, zebranie włosów kitkę. Ciuchy! W co ta dziewczyna była ubrana, przecież nie przyjmie Sebastiana ubrana w za duży powycierany t-shirt. Krzątając się po pokoju śpiewała piosenkę Sinead O'Connor.



"Teraz muszę chodzić do przeklętego kibla aby laska nie widziała co pisze. Szczerze powiedziawszy słaba jest w te klocki. Ale lepsze to niż nic Liczę na to, że Lilka przywita mnie w otwartymi ramionami. Pozałatwiam tylko kilka spraw i porywam ją na weekend. Musi się dziewczyna rozluźnić i zabawić. A umie, oj umie. Dobra muszę już wychodzić bo się będą zastanawiać co ja tak tu długo siedzę."

Łukasz wyszedł z ubikacji i ze zrolowanym notatnikiem w dłoni skierował się do swojego miejsca. Po drodze spotkał stewardesę która poinformowała go że zbliżają się do lądowania. Ta wiadomość była dla Łukasza zbawieniem gdyż dłużej nie wytrzymałby siedząc koło owej dziewczyny. Przeczuwał, że dziewczyna nie zrozumiała iż on nie chce nic więcej od niej. Niechętnie usiadł na swoim miejscu i ukradkiem zerkał na młodą dziewczynę, która z zamkniętymi oczami słuchała muzyki. Uśmiechnął się do niej i sam założył swoje słuchawki.




Lilka kręciła się po domu jak w amoku. Nie wiedziała w co się ubrać ani nie była pewna czy wszystko posprzątała. Niecałe dwadzieścia minut minęły jej w mgnieniu oka i zanim się spostrzegła już musiała biec na dół otworzyć drzwi.

-Hey królewno- uśmiechnął się Sebastian i starł z twarzy dziewczyny resztkę pasty do zębów, która została na jej policzku.
-O Boże- westchnęła zakłopotana dziewczyna. Czuła się jak pięciolatka, nie wiedzieć czemu zaczęło jej na nim zależeć.
-Nie musisz go wzywać, On wszystko widzi- zaśmiał się Sebastian i wszedł do środka.
-Więc aby mój sposób był gotowy potrzebuję szklankę i mikrofalę, aczkolwiek nie pogardziłbym garnuszkiem i kuchenką gazową.
-Tak już, chodź- starała uśmiechnąć się Lilka lecz nagle strasznie rozbolała ją głowa i zrobiło jej się słabo. Nie uszło to uwadze Sebastiana, który bez pytania podniósł dziewczynę i posadził na krześle w kuchni.

-Czy ty coś jadasz?- zapytał mierząc ją ojcowskim spojrzeniem. Lilce wstyd było się przyznać, ale od kiedy rodzice wyjechali pomieszczenie takie jak kuchnia w ogóle dla niej nie istniało. Nie czuła się głodna leżąc całymi dniami w łóżku raczej znudzona.
-Tak myślałem- powiedział nie czekając aż dziewczyna wróci na Z iemię.

Podszedł do lodówki i od razu ją zamknął wzdychając. Bez słowa nalał przyniesionego przez siebie mleka do garnka i podgrzał je. Później dodał miodu i przelewając do szklanek śpiewał pod nosem jakąś nieznaną Lilce piosenkę.
„If only you saw what i can see, you’ll understand why i want you so desperately…”
-A tak właściwie to co to za piosenka?- zapytała wreszcie zaciekawiona dziewczyna.
-Eee… a taka sobie gdzieś w radiu usłyszałem- odpowiedział zmieszany chłopak.
-W radiu powiadasz?- zaśmiała się Lilka i podeszła do chłopaka obejmując go w pasie- Nie powiesz mi?- Zapytała słodko.
-Jesteś okropna- odpowiedział chłopak dalej unikając jej spojrzenia.
-Czemu?- zapytała zaskoczona dziewczyna łapiąc Sebastiana za podbródek.
-Bo… Nie mam przy Tobie szans- odpowiedział po chwili patrząc się w jej oczy- Mówił Ci ktoś, że jesteś śliczna?- zapytał i nie czekając na odpowiedź pocałował dziewczynę.
-Zarazisz się- zaśmiała się Lilka, jednak ani na krok nie odsunęła się od chłopaka.
-Spokojnie królewno na grypę się nie umiera.
Sebastian podał Lilce szklankę ciepłego mleka i nie wypuszczając jej z objęć patrzył jak dziewczyna krzywi się na widok napoju.
-Nie lubię miodu z mlekiem- westchnęła po chwili.
-O tak zapomniałem o cytrynie.
-Fuuu! To dopiero będzie obrzydlistwo.
-Nie marudź, chyba chcesz być zdrowa na święta?
-Tak- odpowiedziała naburmuszona Lilka mimo iż wiedziała jak będą wyglądały jej święta…




„Za chwilę lądujemy. Wreszcie w Polsce. Nie wiem czemu ale stęskniłem się za tym głupim krajem. Moja koleżaneczka jeszcze śpi. Ciekawe ile ma lat. Kurde naprawdę ładna dziewczyna. Może tak całkowicie z niej nie zrezygnuje… Kto to wie. Nie zobaczymy co jeszcze potrafi…”

Łukasz z uśmiechem na twarzy zamknął notatnik i schował głęboko w plecaku. Delikatnie wyciągnął słuchawkę z ucha dziewczyny i szepnął jej: „Hey honey… We’re in Poland”. Dziewczyna nie otworzyła oczu tylko uśmiechnęła się. Łukasz w duchu zaśmiał się na jej reakcję. Dobrze wiedział, że dziewczyny lubią jego delikatnie wibrujący głos, jego przenikliwe spojrzenie. Miał w sobie coś czego patrząc w lusterko nigdy nie mógł dostrzec, jednak dostrzegały to kobiety z całego świata. Gdy się na niego patrzyły traciły dla niego głowę później jednak zastanawiały się jak mogły być tak naiwne i głupie.
-So we’ll never meet again?- zapytała dziewczyna dalej nie otwierając oczu.
-You want it?- uśmiechnął się Łukasz i delikatnie jeździł palcem po szyi dziewczyny.
-Not really
-So where you wanna go?- szepnął jej znów do ucha.
-You’ll see- zaśmiała się dziewczyna i wreszcie popatrzyła się w oczy chłopaka.
Gdy wysiedli z samolotu od razu skierowali się w stronę taksówki . Dziewczyna płynną polszczyzną poprosiła taksówkarza aby zawiózł ich pod wskazany przez nią adres. Zaskoczony Łukasz nie odezwał się ani słowem, patrzył tylko na dziewczynę.
Gdy dojechali na miejsce zapłacił taksówkarzowi i pomógł wysiąść dziewczynie. Znaleźli się pod jego domem. Na początku nie poznał adresu lecz teraz zorientował się gdzie się znajduje. Był zaskoczony skąd dziewczyna znała jego adres ale nie dał tego po sobie poznać. Spokojnie wypakował bagaże i zaprowadził ją do domu.
-Przepraszam ale chciałabym się odświeżyć po podróży, gdzie jest łazienka- zapytała dziewczyna kręcąc się po hallu i oglądając wnętrze krytycznym wzrokiem.
-Na górze na pewno znajdziesz- uśmiechnął się chłopak wskazując ręką na kręte schody- w takim razie ja przygotuję coś do jedzenia, na pewno jesteś głodna. Przynajmniej ja jestem.
Wziął swój plecak i skierował się spokojnym krokiem w stronę kuchni. Wyciągnął z lodówki potrzebne mu produkty, cały czas nasłuchując czy dziewczyna jest już na górze. Gdy usłyszał tupanie nad swoją głową szybko wyciągnął z plecaka swój notatnik i spalił zapisane kartki w zlewie.
"Swoją drogą ma ciężki chód jak na takie lekkie ciało" pomyślał podpalając ostatnią kartkę. Gdy wszystkie strony były spalone obrócił się w stronę drzwi gdzie zobaczył uzbrojonego funkcjonariusza z wymierzonym w niego pistoletem.
-Jest pan zatrzymany pod zarzutem handlu narkotykami- powiedział niskim głosem mężczyzna i powoli zaczął się zbliżać do Łukasza. Ten tylko pokręcił głową i spojrzał na dziewczynę, która już zdążyła zejść z góry.
-Na pierwszy rzut oka u góry czysto, ale niech technicy to sprawdzą. Zakuj go i wyjdź chce z nim jeszcze przez chwilę porozmawiać. Zaraz go przyprowadzę.
-Tak jest- odpowiedział funkcjonariusz chowając broń i zakładając Łukaszowi kajdanki.
-Jak z amerykańskiego filmu-zaśmiała się policjantka.
-Owszem ale przystojne policjantki rzadko sypiają z podejrzanymi- odwzajemnił uśmiech Łukasz i złapał kobietę za rękę i przyciągnął do siebie.
-Zdarzyło mi się to pierwszy raz w mojej krótkiej karierze i powiem Ci, że za to też jakoś odpowiesz- uśmiechnęła się czarująco dziewczyna i pocałowała Łukasza.
-Powiem Ci, że ze związanymi rękami nie ma żadnej frajdy w całowaniu- westchnął po chwili chłopak.
-Następnym razem- szepnęła mu do ucha policjantka i wyszła z kuchni. Od razu za nią wpadł do kuchni ten sam funkcjonariusz, który skuł Łukasza i wyprowadził na zewnątrz. Jedyne słowa, które Łukasz usłyszał przed wejściem do samochodu brzmiały: "Boże co ja robię..." i należały do młodej policjantki. Łukasz nie mogąc się powstrzymać wybuchnął śmiechem jednak nic nie mógł jej odpowiedzieć, gdyż policjant zatrzasnął drzwi do samochodu.
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: och tak zgadzam się z ninj po każdym rozdziale moje ciało i umysł wołają więcej,więcej jaki i tym razem :*
  • awatar ninj: Aj chyba warto było czekać;p tylko szkoda, że za każdym razem chce się więcej i więcej :) świetne
  • awatar Poznaje życie: od jutra do szkoły :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Cały dzień spędziłam ze szczerym zamiarem zajrzenia do książki jednak- lipa. Nic mi z tego nie wyszło. Przerzuciłam kilka kartek i odkładałam książkę na podłogę. W ogóle nie mogłam się skupić... W kółko słucham jakiś dziwnych piosenek- dobrze, że mojej mamy nie ma w domu bo by oszalała od ilości disco polo brzmiącego w moim pokoju. To przez tą dyskotekę! Ale tak wspaniale się do tego tańczyło z Sebastianem..."


Lilka odruchowo sięgnęła po telefon. Przez cały dzień w regularnych odstępach czasowych sprawdzała czy nie dostała może jakiejś wiadomości od Sebastiana. Niestety jedyne esemesy był od Rity. Mimo początkowego zawodu Lilka bardzo cieszyła się, że Rita do niej pisze. Dzięki niej nie nudziła się tak bardzo i wiedziała co dzieję się w szkole.
Piła wodę z sokiem gdyż po czwartym kubku herbaty miała już jej dość a pić coś musiała. Miała już dość leżenia w łóżku, kapiącego kataru i potwornego bólu głowy.

-Matko! Czego ty słuchasz?- wrzasnęła Rita wchodząc do pokoju- I jaki tu masz syfiorek.
-Przepraszam, już zmieniam- powiedziała Lilka i włączyła płytę z utworami Buble.
-Lepiej ale wolałabym jakieś rockowe klimaty- zaśmiała się Rita i pomogła koleżance sprzątać wy rozwalane wszędzie książki i chusteczki.
-Michael Buble mi się miło kojarzy mimo wszystko. Poza tym lubię jego ciepły głos- rozmarzyła się Lilka.
-Zostaw już tego Łukasza w spokoju! Pomyśl raczej o naszych wspaniałych braciach. Co ty na to?
-Nic. Sebastian co prawda do mnie napisał ale tylko jedną wiadomość...
-Dobrze wiesz jacy oni są nieśmiali- wpadła jej w słowo Rita- co prawda Sebastian wcale nie jest tak nieśmiały jakiego z siebie robi. Zobaczysz napisze daj mu czas- uśmiechnęła się dziewczyna i przytuliła koleżankę.
-Chcesz być chora?
-Tak zrobimy sobie tu mały szpital, suwaj tyłek i rób mi miejsce pod tą kołdrą!

Zanosząc się śmiechem przeglądały zdjęcia na komputerze i słuchały delikatnego głosu Michaela. Po chwili do pokoju wszedł pan Skierski. Przyniósł dziewczętom ciasteczka i kolejną porcję wody z sokiem dla Lilki.

-O nie- westchnęła dziewczyna na widok szklanki
-Moja kochana musisz dużo pić- odrzekł pan Skierski i wręczył córce kubek- A ty Rito masz na coś ochotę? Przyniosłem wam ciasteczka ale może zjadłabyś obiad, przyszłaś od razu po szkole.
-Nie dziękuję panu, zjadłam porządne śniadanie jeszcze mnie trzyma- uśmiechnęła się dziewczyna
-Ale moja droga już jest czternasta! Bez wymówek obie zaraz dostaniecie obiad- Pan Skierski obrócił się na pięcie i wyszedł z pokoju.
-O nie, nic nie przełknę- odrzekła Lilka i położyła się na łóżku.
-Dasz radę na pewno macie coś smacznego.
-Ojciec nie umie gotować więc albo przyszła kucharka albo mama z wielką niechęcią chwyciła za patelnie.
-Macie kucharkę?- zapytała zdziwiona Rita
-Inaczej bym z głodu umarła nikt tu nie gotuje- zaśmiała się Lilka.





"Grudzień
Znowu siedzę w tym pieprzonym samolocie. Tym razem jednak koło mnie siedzi jakiś grubas i wpieprza laysy. Smacznego... Boli mnie głowa. Przed wyjazdem miałem małą sprzeczkę z kucharzami ale mają problem bo to ja tam rządze i ustalam zasady. Ale przez tą kłótnie również posprzeczałem się z Verą. Nie chce abym się zadawał z Siwym i ciągle wyjeżdżał. Ta kobieta nie rozumie, że dzięki tej robocie mamy wszystko o czym marzymy a na dodatek Siwy był moim najlepszym kumplem od dzieciństwa. Eh idę spać jeszcze dużo drogi przede mną."


Łukasz schował notatnik do plecaka i usiadł wygodnie w fotelu. Głowę obrócił do okna aby nie widzieć faceta, który siadł obok niego. Mimo iż jeszcze nie wystartowali już czuł, że będzie mu ciężko wytrzymać cały lot gdyż facet ciągle mlaskał a na dodatek się nie umył. Gdy samolot już miał startować do mężczyzny podeszła stewardesa i powiedziała że pomylił miejsca. Łukasz mimo iż na początku przysypiał był zaciekawiony zwrotem wydarzeń. Okazało się, że facet kupił bilet na kompletnie inną klasę niż usiadł. Oczywiście cały proces przesiadania trwał dłużej niżby się mogło wydawać gdyż facet zaczął się rzucać. Przez to odlot opóźnił się o 20 minut a efekt końcowy był taki że mężczyznę wyprowadziła ochrona a na jego miejsce siadła piękna długonoga blondynka. Łukasz na jej widok od razu się ożywił.

-Hello- uśmiechnął się uwodzicielsko do nowo spotkanej dziewczyny. Jednak dziewczyna zmierzyła go tylko wzrokiem i zatopiła wzrok w najnowszym egzemplarzu Elle. Jednak to nie odstraszyło Łukasza. Wyciągnął z gazetę z rąk dziewczyny i uśmiechnął się znacząco. Dziewczyna pokręciła przecząco głową i odebrała mu swoje czasopismo.
-You're so beautiful- szepnął jej do ucha.
-I know about it- uśmiechnęła się dziewczyna i zrzuciła rękę Łukasza ze swojego kolana. Jednak Łukasz już czuł się w swoim żywiole.
-C'mon we will never meet again- znów szepnął jej do ucha.
-That's a pity- znów uśmiechnęła się i popatrzyła w oczy Łukasza. To był jej błąd. Od razu się w nich zatopiła. Mimowolnie dotknęła opuszkami palców jego twarzy. Łukasz już wiedział, że wygrał więc przejechał delikatnie ręką po udzie dziewczyny. Patrząc jej w oczy muskał delikatnie jej udo po wewnętrznej stronie. Po chwili z uśmiechem na ustach powoli przesuwał swoją dłoń w górę. Gdy dojechał do krocza wyciągnął rękę spod spódnicy dziewczyny i wstał. Uśmiechnął się zachęcająco i wyszedł do toalety. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, znowu pokręciła głową lecz powędrowała za mężczyzną do łazienki.
  • awatar ninj: Ja chce więcej ;(
  • awatar Gość: przeczytałam wszystko i w niektórych momentach o mało do zawału nie doprowadziłaś, tak mi się podobało że całe 31 rozdziałów w jeden dzień wchłonęłam i nadal czuję niedosyt, ja chce więcej.
  • awatar Poznaje życie: chyba nie żałujesz czasu, którego poświęciłaś na obejrzenie tego filmu ? :) Nie wiem jak Ty ale mi się zrobiło w niektórych scenach filmu miło i włączała mi się odrazu wyobraźnia ale wiadomo też były chwile kiedy można było się po śmiać :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
"Po powrocie z imprezy strasznie rozbolała mnie głowa i szczerze mówiąc obudziłam się około czwartej nad ranem (gdyż koło 2 wróciłam) z zatkanym nosem, bolącymi mięśniami, zapłakana- nie wiedząc z jakiego powodu- oraz przede wszystkim z gorączką. W domu oczywiście nie posiadamy czegoś takiego jak leki... Całą noc rzucałam się z boku na bok nie wiedząc czy się przykryć czy odkryć. Tak było źle i tak. Świetnie a jutro do szkoły. I sprawdzian z historii mnie czeka. Dobrze, że chociaż ta noc pozostanie mi na długo w pamięci... "



-Lilka spóźnisz się do szkoły- odpowiedziała rozzłoszczona pani Skierska wchodząc do pokoju Lilki, która na głos matki schowała głowę pod kołdrę.
-Mogłaś tyle nie pić i nie wracać tak późno przykro mi. Weekend się skończył wstawaj- podeszła do łóżka i zerwała z dziewczyny pościel.
-O mój Boże- westchnęła pani Skierska na widok swojej drżącej córki.
-Dopóki nie dostanę aspiryny nie ruszam się z łóżka i oddaj kołdrę nie spałam przez całą noc- odpowiedziała cicho Lilka i wyrwała pościel z rąk mamy.
-Ależ kochanie, tatuś już jedzie do apteki- powiedziała ciepło pani Skierska przykładając dłoń do czoła córki.
-Dzięki mamo. Poproszę również o kilka opakowań chusteczek higienicznych.
-Jasne królewno, już biegnę zrobić Ci gorącej herbatki. Za chwilę mam rozprawę ale powinnam zdążyć- uśmiechnęła się pani Skierska i pochyliła się nad córką.
-Mamo nie! Zarazisz się! Nie możemy wszyscy chorować- krzyknęła Lilka odsuwając się od matki.
-Mimo gorączki jasność umysłu. Wspaniały prawnik kochanie- pani Skierska puściła oko do dziewczyny i wyszła z pokoju.

Chwilę później Lilka dostała esemesa. Ostatkiem sił sięgnęła po komórkę i odczytała wiadomość.
"I jak spinasz przed historią kociaku". Wiadomość oczywiście była od Rity. Lilka westchnęła i odpisała przyjaciółce na esemesa. Gdy tylko odłożyła telefon poczuła kolejne wibracje. "Tak szybko by nie odpisała" pomyślała zaskoczona dziewczyna. "Dziękuję za wspaniałą noc. Jesteś świetną tancerką. S.". Lilka siadła na łóżku i prawie pisnęła na co jej gardło nie było przygotowane więc jęcząc opadła na łóżko, lecz za chwilę znowu się uśmiechnęła i patrząc się tępo w telefon zastanawiała się co odpisać. Zdecydowała się na krótkie niezobowiązujące "Przyjemność po mojej stronie". Tym razem telefon położyła pod ręką aby nie trzeba było się wysilać aby odczytać kolejne wiadomości, które jak miała nadzieje Lilka nadejdą. Niestety od Niego nie nadeszły.




"Coraz bliżej święta part 2
Nie pytałem jej o co chodziło. Pewnie to przez ciąże. Ma już taki śliczny brzuszek. Zmuszam ją teraz aby słuchała muzyki klasycznej bo to podobno dobrze wpływa na rozwój dziecka. Vere niechętnie słucha jednego utworu a jak tylko zamknął się za mną drzwi Bach milknie i w domu zaczyna drzeć się jej ulubiona kapela jakieś MCR czy jak im tam było... W ogóle nie myśli o dziecku. Moim dziecku.
Nikt mi nie uwierzy ale znów spotkałem Adriannę na mieście, co w tak wielkim i ruchliwym mieście jest rzeczą ciężką. Nie uwierzycie ale chyba ona również jest w ciąży. Jakoś cały czas odwlekam rozmowe z Tymkiem ale niedługo muszę go poinformować, że zostanie wspaniałym tatusiem. Już to widzę. Tymek bujający jedną ręką wózek drugą wciągając jakiś tani towar... Dobra idę się pakować jutro w końcu wyjeżdżam więc pogadam z nim na miejscu."


Łukasz jak zwykle zamknął notatnik w swoim biurku a klucz schował do portfela. Vera wyszła na jakieś drobne zakupy mimo iż Łukasz kategorycznie zabraniał jej wychodzić samej po takie drobnostki. Chciał nawet zamówić instruktora Yogi gdyż wyczytał, że w pierwszych miesiącach ciąży jest to bardzo wskazane. Niestety Vera nigdy nie lubiła zajęć ruchowych i stanowczo odrzuciła propozycję męża. W przeciwieństwie do swojej siostry nienawidziła muzyki klasycznej oraz wszelkich form aktywności fizycznej.

Łukaszowi pakowanie nie zabrało dużo czasu więc resztę dnia postanowił spędzić gotując dla żony pyszny i zdrowy obiad. Kochał gotować i z radością wkroczył dumnym krokiem do kuchni. Pierwszą rzeczą jaką zrobił było włączenie płyty Michaela Buble i kilkuminutowe wspominanie nocy spędzonej z Lilianą przy jego utworach. "Czy ona mogłaby raz na zawsze wyjść z mojej głowy" westchnął Łukasz na wspomnienie Lilki w jacuzzi. Ochlapał twarz zimną wodą i zabrał się do gotowania.
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: och właśnie ninj ma racje :D to opowiadanie to po prostu wspaniała lektura na każdą okazie :D zawsze się świetnie czyta :* Ps. dodałam nowy rozdział :*
  • awatar ninj: Jejku. Jak to widzę to aż humor się poprawia. Jak ja to uwielbiam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Słuchając energicznej piosenki o pocałunku wysprzątałyśmy mój pokój. Jestem strasznie dumna z mojej garderoby. Nie wiedziałam, że można zmienić swój styl tak z dnia na dzień, ale moja kochana mamusia wytłumaczyła mi, że już dawno chciałam to zrobić tylko nie byłam na to gotowa. Jeszcze dodała trochę tych swoich psychologicznych pogadanek ale niestety nie zrozumiałam połowy. Muszę przyznać, że Ricie bardzo dobrze w brązie. Klasa była w szoku na nasze nowe fryzury. Mimo zakupu nowych sukienek, bucików, spódnic itp. do szkoły dalej chodzimy w workowatych czarnych ciuchach. Doszłyśmy do wniosku, że nie będziemy przesadzać ze zmianami, wystarczy, że kolor naszych włosów zdziwił pół szkoły."



-Chodź bo się spóźnimy- krzyczała Rita stojąc w salonie i oglądając rodzinne fotografie państwa Skierskich.
-Biegnę. A tak właściwie to gdzie idziemy?- zapytała Lilka schodząc do koleżanki- O mój Boże! Jak ty wyglądasz?
-Co źle?- przeraziła się dziewczyna
-Nie! Broń Boże, wspaniale.
Rita uśmiechnęła się tylko i zmięła nerwowym ruchem rąbek swojej nowej białej koronkowej sukienki.
-Dziękuję, ty też poszalałaś i bardzo dobrze a teraz zakładaj wygodne buty i idziemy. A gdzie zobaczysz na miejscu.
-Dobrze, dobrze- powiedziała Lilka- Jestem gotowa- rzuciła krótkie spojrzenie w lusterko i wyszła z domu.

Po 15 minutach marszu dziewczęta dotarły na miejsce. Celem ich podróży była oczywiście knajpka pokazana kiedyś Lilce przez Tomka. Dziś odbywała się tam przedświąteczna impreza. Zmarznięte dziewczyny weszły do środka i od razu wskoczyły na zatłoczony parkiet. Lilka po raz pierwszy była w sali tanecznej. Wszędzie pozapalane były małe kolorowe lampki a w powietrzu rozchodził się zapach cynamonu i goździków.

-Dziękuję, że mnie tu wyciągnęłaś- powiedziała Lilka wracając do stolika.
-Nie ma problemu, na mnie zawsze możesz liczyć. Ale zapamiętaj sobie, że JA nie słucham disco polo- powiedziała Rita.
-Ale o co Ci chodzi przecież to nie ja wybieram muzykę. Poza tym są i nowości i stare przeboje dla każdego po trochu.
-Owszem, owszem ale wiem, że jak Ci się coś spodoba to zaczniesz to puszczać w domu a później mi to wpada do głowy. Od wczoraj na przykład chodzi mi po głowie piosenka one direction. Mnie! Rozumiesz? To jest nie do pomyślenia abym ja ich słuchała.
-Dobrze będę ograniczać utwory słuchane w twojej obecności. Ale nie możemy całymi dniami słuchac Pretty Reckles- zaśmiała się Lilka i znów wyciągnęła Ritę na parkiet.




"Coraz bliżej święta...
Nie ma to jak gotowanie. Co prawda załoga była zdziwiona ale zaakceptowała moje pomysły bez szemrania w końcu jestem szefem, prawda? Co takiego zrobiłem? Otóż puściłem w kuchni muzykę klasyczną, uciszyłem załogę i kazałem pracować w rytm muzyki. Byli zaskoczenie pokiwali tylko głowami i zabrali się do pracy. Szczerze to w tamtym momencie przypomniałem sobie znów Lilke i jak słuchaliśmy Mozarta. Co ona w sobie takiego ma, że mnie przyciąga jak magnes mimo że dzieli nas tyle kilometrów..."


Łukasz rzucił krótkie spojrzenie na telewizor, który oglądała żona i wyszedł z pokoju zamknąć swój notatnik w biurku. Następnie udał się do łazienki gdzie wziął szybką kąpiel i rzucił się na łóżku. Chyba przez kwadrans bawił się telefonem i walczył z sobą aby nie wysłać do Lilki esemesa bądź zadzwonić. W ostateczności wyłączył telefon schował pod poduszkę i usiłował zasnąć. Niedługo miał wracać do Polski, na początku wzbraniał się przed tym wyjazdem lecz po kilku dniach spędzonych w kuchni swojej restauracji strasznie zatęsknił za Lilką i gdyby mógł zabrałby telefon i wyszedł z domu na samolot już w tym momencie. Jednak wiedział, że nie może zostawić żony nie w tym momencie.
Gdy zasypiał usłyszał tylko cichy płacz dochodzący z salonu. "Pewnie znowu przeżywa jakieś problemu bohaterów głupich seriali" pomyślał i przewrócił się na drugi bok. Jednak po chwili zreflektował się i zszedł na dół do żony, która patrząc w gwiazdy płakała jak mała dziewczynka. Łukasz nic nie mówiąc wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka, cały czas jednak myśląc o Lilianie. W sypialni Vera przestała płakać i nie odzywając się słowem do męża przebrała się w piżamę i położyła się spać. Łukasz patrzył przez chwilę na żonę, jednak nie widział w niej Very. Szukał podobieństw do Liliany. Po chwili jednak obrócił się na pięcie i wyszedł zapalić.




Po chwili do dziewcząt przysiadł się Tomek. Jak zwykle bardzo elegancko i ekstrawagancko ubrany pojawił się w drzwiach knajpy tuż przed północą. Od razu podszedł do stolika przyjaciółek, które był bardzo zadowolone z jego obecności a przede wszystkim z jego magnetyzującego uśmiechu.

-Tomek proszę zatańczmy- nalegała Rita
-Ale ja nie umiem- wzbraniał się chłopak ukradkiem zerkając na rozbawioną Liliannę.
-Spokojnie. Dasz radę, wierzę w Ciebie- uśmiechnęła się zachęcająco dziewczyna.
-Idź. Nie daj się prosić- powiedziała Lilka patrząc prosto w oczy chłopaka. Dopiero po tych słowach Tomek wstał i zabrał Ritę na parkiet. Nie tańczył źle. Lilka była zaskoczona lekkością jego ruchów i wymyślnymi krokami. Zaskoczona była również Rita lecz nic nie mówiąc tańczyła uśmiechając się to do Tomka to do Liliany.
-Ta noc mogłaby trwać wiecznie- powiedziała Lilka nie zdając sobie sprawy, że wymówiła to głośno.
-Masz rację to wspaniała noc ale będzie jeszcze lepsza jeśli podarujesz mi jeden taniec- powiedział stojący nieopodal stolika Lilki blondyn. Dziewczyna przez chwilę nie mogła złapać oddechu patrząc na idealne ciało chłopaka. Po chwili jednak zaczerpnęła tchu i wydukała:
-Z przyjemnością.
"Skąd w tym mieście tylu przystojnych facetów" zastanawiała się Lilka, lecz tylko przez chwilę gdyż zaraz zapomniała o Bożym świecie wpatrując się w oczy nieznajomego. Miał tak samo hipnotyzujący wzrok i uśmiech jak Tomek. Lilka nie wiedziała na którego chłopaka się patrzeć, cały czas skakała wzrokiem od Tomka do swojego partnera.
-Nie lustruj nas tak- uśmiechnął się nieznajomy- Tomek jest moim bratem. Zresztą nie przedstawiłem się Sebastian.
-Lilka- uśmiechnęła się i przytuliła do chłopaka. Cieszyła się, że teraz była wolna piosenka i mogła ukryć swoje czerwone policzki w ramionach Sebastiana.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Zbliżają się święta i w całym mieście jest tak magicznie. Eh... Kocham za to zimę. Za tą magię, którą w okół siebie roztacza. Byłam niedawno z Ritą w tej kawiarni. Niestety nie spotkałam Tomka ale miał rację. To miejsce zimą ma swój prawdziwy urok. Nawet Ricie spodobał się świąteczny wystrój. Po gorącej czekoladzie w bojowym nastroju ruszyłyśmy na zakupy. Rita miała podobny gust do mojego- czarne luźne koszulki, zdecydowanie za luźne spodnie i glany. Nie uwierzycie ale namówiłam ją na kupno ślicznej OBCISŁEJ sukienki. Ogólnie ostatnio dobrze się dogadujemy. Przez telefon rozmawiamy prawie codziennie, oprócz tego widujemy się w szkole i od rozstania z Tymkiem siedzę z nią w ławce. Opowiedziałam jej o Tomku a ona opowiedziała mi o swoim przystojniaku. Jej Romeo posiada piękne imię Sebastian, jest wysoki ma kasztanowe włosy i Rita poznała go na imprezie swojej kuzynki. Poznała to za duże słowo, ona przez całą noc wodziła za nim tęsknym wzrokiem. Między innymi dlatego też dała się skusić na małe zmiany naszych wizerunków."



Lilka dalej siedziała przed ogromną szafą i garderobą i od dobrych paru godzin wyciągała z nich stosy ubrań. Dzieliła je na wielkie kupki:
-ulubione
-do przeżycia
-do wywalenia.
Nowe szmatki jeszcze w reklamówkach leżały w kącie pokoju i czekały na swoją kolej włożenia do szafy. Robienie porządku z ciuchami zajmowało Lilce już któryś dzień z kolei. Pani Skierska, która od czasu do czasu przychodziła sprawdzać jak córce idzie (dumna z jej zmiany wizerunku) śmiała się na widok dziewczyny plątającej się w stertach ubrań. Wreszcie z wielkim bólem Lilka zapakowała rzeczy pt.: "do wywalenia" do worków i zniosła na dół.

-Tatusiu, czy mógłbyś zawieść te ciuchy pod pojemnik PCK?
-Owszem córko ale wątpię aby te twoje hmm mroczne powyciągane ubranka przypadły komuś do gustu- powiedział pan Skierki patrząc na córkę tachającą wielkie worki do przedpokoju.
-Wiem ale warto spróbować- uśmiechnęła się dziewczyna.
-Jestem z Ciebie dumna, że nie będziesz już chodzić jak obdartus- wtrąciła się pani Skierska i pocałowała Lilkę w czoło.
-Ja w sumie, też jestem z siebie dumna. Nawet nie wiecie ile mnie kosztowało wyrzucenie tych ciuchów- powiedziała z żalem w głosie dziewczyna.
-One wszystkie wyglądają jednakowo- rzekł ojciec wyciągając dwa podkoszulki z jednego worka.
-Tato! - zaśmiała się Lilka i pobiegła otworzyć drzwi gdyż usłyszała ciche pukanie.
-Rita - uśmiechnęła się Lilka otwierając drzwi.
-Przyszłam zobaczyć jak Ci idzie porządkowanie swojej szafy. I z tego co widzę poszalałaś siostro- zaśmiała się dziewczyna widząc wielkie wory na środku przedpokoju.
-To jeszcze nie wszystko- odparła Liliana i pociągnęła koleżankę do pokoju.





"Przed świątecznie, Grudniowo, zimowo...
Vera za niedługo ma termin. Nie no dobra jeszcze nam trochę zostało podobno koło wiosny ale dla mnie to i tak nie długo. Już widzę jak mi to zleci, w końcu w planach mam podróże między Polską a Stanami, nie mówiąc o niespodziewanych lotach do Włoch, Japonii i innych gówien.
No właśnie co do wyjazdów. Już prawie jestem spakowany i gotowy na wyjazd do Polski. Muszę się jeszcze skontaktować z jakimś gościem od którego przesyłkę muszę osobiście dostarczyć do Niemiec i później prosto do Polski. Ciekawe czy Lilka jeszcze o mnie troszkę pamięta."



Zamyślony Łukasz wszedł do kuchni w której stała Vera popijając sok. Łukasz wyrwał jej z ręki szklankę i wypił resztkę soku na co kobieta tylko pokręciła głową.

-Mógłbyś sobie czasem nalać- powiedziała cicho
-Mógłbym ale od czego mam Ciebie- powiedział i wręczył jej do rąk pustą szklankę- Wychodzę do restauracji, zamierzam tam troszkę pogotować więc raczej nie spodziewaj się mnie na kolacji skarbie.
-Jedź ostrożnie- pocałowała męża w policzek
-Oczywiście kochanie, zawsze jeżdżę- uśmiechnął się chłopak i wyszedł do garażu.





-Skąd ty wytrzasnęłaś tyle ciuchów i to do tego wszystkie są jednakowe!- krzyknęła zaskoczona Rita na widok porozrzucanych ciuchów Liliany
-No nie! Nie wytrzymam a twoje są niby różne i kolorowe- zaśmiała się dziewczyna rzucając się na łóżko. W ślad za nią poszła jej przyjaciółka.
-Może nie są ale ty pomagasz mi to zmienić. Wiesz dzięki tobie już nie jestem taka nieśmiała i nie staram się ukryć przed światem.
-Jak wyjdziesz na miasto w swojej nowej sukience to wtedy pogadamy o twoim NIE ukrywaniu się przed światem- powiedziała Liliana dźgając w brzuch Rite.
-Zanim wyjdę w niej na miasto chciałabym mieć pewność, że chociaż twoja garderoba jest uprzątnięta- zaśmiała się dziewczyna i ściągnęła Lilke z łóżka- Lepiej zabierzmy się do pracy i zróbmy miejsce na nowe stosy ubrań, które zdecydowanie nie będą jednakowe.

Obie dziewczyny ochoczo zabrały się do pracy czyli do układania ubrań Lilki w garderobie i szafie. Lilka dopiero teraz zauważyła jak ładną dziewczyną była Rita. Obie były mniej więcej podobnego wzrostu, podobnej budowy. Różniły się kolorem włosów. Rita miała ciemno czerwone włosy sięgające jej do pasa, natomiast Lilka czarne włosy od ostatniej wizyty u fryzjera sięgające nieco poniżej jej ramion. Lilka sceptycznie popatrzyła na siebie w wielkim lustrze szafy i doszła do wniosku, że farbowanie jej blond włosów na kolor czarny to nie była dobra decyzja. Nikt z jej znajomych tego nie wiedział ale Lilka od 13 roku życia regularnie znęcała się nad swoimi włosami nakładając na nie szamponetkę w czarnym kolorze. Musiała to robić prawie co tydzień, gdyż jej włosy nie tolerowały farby i ta schodziła niedługo po jej nałożeniu. Na początku strasznie denerwowało to dziewczynę lecz później przyzwyczaiła się do regularnego farbowania włosów. Natomiast teraz zastanawiała się nad powrotem do normalnego koloru.

-Rita jak myślisz ładnie bym wyglądała jako blondynka- zapytała Lilka dalej patrząc w swoje odbicie.
-Chcesz przefarbować włosy?- zdziwiła się dziewczyna.
-Nie! Nie chce ich już właśnie farbować. Zauważ, że moi rodzice mają blond włosy.
-Twoja mama ma śliczne. Chciałabym mieć taki kolor. Mój naturalny to brąz i szczerze za nim nie przepadam ale zapisałam się już na ściąganie tej paskudnej czerwieni zobaczę co z nimi wyjdzie.
Lilka popatrzyła z uśmiechem na koleżankę i próbowała sobie wyobrazić Ritę w brązowych włosach.
-Postawmy na naturalność- powiedziała po chwili.
-Ja ściągam farbę a ty co?- spytała zdziwiona Rita.
-Ja też. To tylko szamponetka- odpowiedziała Liliana i z powrotem zabrała się za przerwaną pracę.
-Naturalność... hmmm... to może sukienka w kwiatuszki?- powiedziała ze śmiechem Rita rzucając w Lilke nową sukienką w białe kwiatuszki.
-Bardzo naturalnie- odpowiedziała ze śmiechem Liliana i powiesiła sukienkę na wieszaku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
"Od czasu spotkania z tajemniczym Tomkiem, nie widzę nic innego tylko jego uśmiech. Niestety nie spotkałam go już więcej a specjalnie wstawałam rano i siedziałam (a raczej zamarzałam) nad brzegiem tego głupiego jeziora. Widocznie powinnam o nim zapomnieć. Ale przynajmniej chodziłam do szkoły, oraz w zaskakującym tempie nadrobiłam zaległości. Ba! Nawet wybiłam się z nauką. Jednak jestem inteligentna. Dobra, dobra już sobie nie słodzę. Mam straszną ochotę iść popływać. Rita nie odbiera telefonu, rodzice są w sądzie (uroki bycia prawnikiem, świątek piątek i niedziela siedzą albo w papierach albo w sądzie) więc nie pozostaje mi nic innego jak iść samej."


Lilka spakowała swoją torbę na basen z niemałymi przeszkodami. Najpierw nie mogła znaleźć klapek, później pojawił się problem ze strojem oraz czepkiem nie wspominając już o okularach. Na dodatek dopiero przy wyjściu przypomniała sobie, że musi zabrać coś takiego jak ręcznik. Mimo tych wszystkich przeszkód pewna, że czegoś ważnego zapomniała ruszyła w drogę, mając cichą nadzieję, że gdzieś po drodze zobaczy jego uśmiech. Nawet mimo tej nadziei, ubrała się w swoje stare powycierane i wielkie ciuchy oraz założyła glany. W duchu jednak obiecała sobie, że w weekend wybierze się na zakupy i zrobi generalne porządki w swojej szafie. Zacznie chodzić w szpilkach, sukienkach, spódnicach- jednym słowem obierać się bardziej kobieco. Pierwszy raz w swoim życiu na samą myśl o kupnie takich rzeczy poczuła się seksownie i pięknie.





"Koniec Listopada
Będę ojcem. Powaga! Nie ogarniam w ogóle jak to się stało. To znaczy sam moment ogarniam, gorzej teraz. Nie wiem co zrobię nie widzę siebie w roli ojca. Oczywiście fajnie, że będzie takie małe wrzeszczące, gaworzące ale ja jako ojciec? No ludzie. Ja rodzinę mogę tylko karmić i otrzymywać. Opiekować się nie potrafię. Ale kto to tam wie ile moich potomków już po tym świecie chodzi. Nie znam mniej wiernego męża ode mnie. A zmieniając temat znów muszę jechać do Polski. Siwy powiedział, że mają problem z jedną przesyłką. Ach czasem ciężko jest być ekspertem te ciągłe podróże. Taa mimo tego, że jestem najlepszy w swoim fachu nie potrafię tych młodych nauczyć niczego. Ciągle wpadają z drogim towarem. A ja zajmuję się tym fachem prawie od urodzenia i nic. Tyle przeszukań, kontroli nigdy nie wpadłem. Wróć, wpadłem i to nie raz ale tak, że niczego mi nie mogli udowodnić. Teraz tylko muszę powiedzieć Verze, że za tydzień do Polski i do spanka. A ona pewnie znów przez całą noc będzie rzygać, a podobno są tylko poranne nudności... Współczuje kobitą."



Łukasz zamknął dziennik w szufladzie a kluczyk schował do portfela. Było tam zbyt wiele informacji które mogłyby go obciążyć nie tylko przed żoną. Mimo tego, że kochał Vere nie potrafił jej nie zdradzać na dłuższych "delegacjach". Mimo iż cały dzień nic nie robił (ugotował tylko obiad, gdyż Vera naprawdę źle się czuła) zmęczony opadł na fotel przed telewizorem. Wiedział, że następnego dnia musi sprawdzić jak prosperuje jego restauracja. Była ona tylko przykrywką. Spokojnie utrzymałby rodzinę bez tej knajpy, ale jak wyglądałaby w oczach sąsiadów dwójka młodych niepracujących ludzi ze sportowymi autami, w drogich ciuchach i z najmodniej urządzonym domem. Poza tym Łukasz kochał gotować i miał straszny sentyment do swojej knajpy. Na tym świecie było niewiele rzeczy które Łukasz darzyłby taką szczerą miłością jak swoją restauracje.

-Kochanie przyniesiesz mi sok pomarańczowy?- zapytała Vera słabym głosem.
Łukasz wstał powoli z fotela i z nieukrywanym niezadowoleniem zaniósł żonie sok do sypialni. Vera zauważyła, że od pewnego czasu już nawet nie udawał zainteresowania jej osobą i ich wspólnym życiem. Dobrze wiedziała dlaczego, jednak nie chciała z nim teraz o tym rozmawiać. Była zbyt osłabiona.

-Dziękuję kochanie- uśmiechnęła się.
-Proszę- odburknął Łukasz i zszedł na dół. Ledwo usiadł na fotelu a zadzwonił jego telefon. Gdy zobaczył numer Tymka odebrał zaskoczony.
-Słucham Cię
-Stary pamiętasz tą dupę, którą Ci przedstawiłem w pierwszy dzień twojego przyjazdu.
-Tą, którą od razu zaliczyłem,mimo tego, że prawie zaliczyłem zgona?- zaśmiał się chłopak
-Tak dokładnie tą. nie wiem dlaczego pozwalam Ci sypiać z moimi laskami, ale to nie jest najważniejsze.
-No właśnie to co z nią?
-Dała mi kosza!
-Żartujesz? Tobie przystojniaku- Łukasz zaczął się histerycznie śmiać.
-To nie jest śmieszne człowieku. Jeszcze żadna laska mnie nie rzuciła. MNIE! Jestem najlepszy we wszystkich sportach, w naszych sprawach sobie radzę nie dużo gorzej od Ciebie i nie oszukujmy się najbrzydszy też nie jestem.
-Hahahahahaha... Hmm a więc tak co było pierwsze? sporty?
-Tak...
-No w sporcie jesteś niezły ale tylko w piłce nożnej. Jakby Cię wpuścić na basen to byś się utopił. Wygląd kochany jest ważny, bardzo ważny. To jest mimowolne pierwsze wrażenie. A co do naszych spraw owszem muszę Ci przyznać rację, masz łeb na karku jesteś najlepszym kursantem. Jeszcze żebyś miał słuch lepszy i głos. Jak się schlejesz to nie mogę Cię słuchać. Owszem pamiętasz wszystkie teksty i język Ci się nie plącze ale fałszujesz niemiłosiernie.
-Nie każdy musi być mistrzem we wszystkim jak ty- obruszył się Tymek.
-Nie jestem mistrzem we wszystkim. Też nie umiem pływać, w nogę gram przeciętnie, zresztą ogólnie kondycję mam słabą. Mam łeb na karku a to jest najważniejsze. I ziom słuchaj uważnie- zostanę ojcem.
-No co ty dupczysz? Ojcem? Hahaha już Cię widzę z wózeczkiem popylającego w Central Parku- tym razem to Tymek nie mógł złapać oddechu ze śmiechu.
-Młody to nie jest zabawne. Ale jestem z Ciebie dumny, że wiesz gdzie jest Central Park.
-Akurat to nie jest zabawne- obruszył się chłopak.
-Dobra wiem, że masz teraz kasę ale to nie znaczy, że masz ją od razu wydawać na jeden telefon.
-A! Zapomniałem, że do Ciebie trzeba tyle bulić, spotkamy się w Polsce. Trzymaj się tatuśku.
-Pa młody- Łukasz wyłączył telewizor i poszedł do Very. Lubił Tymka mimo iż czasem bardzo działał mu na nerwy i na zbyt wiele sobie pozwalał. Jednak to on nauczył go wszystkiego i o dziwo chłopak w miarę załapał. Jako jedyny. Łukasz z uśmiechem na twarzy przytulił się do śpiącej już Very i sam próbował zasnąć jednak przed oczami miał cały czas twarz Lilki.





Gdy Lilka wróciła do domu, w salonie siedziała jej mama o dziwo nie w stosie papierów jak to zwykle bywało gdy wracała z sądu lecz z kubkiem herbaty oglądała jakiś film.

-Cześć mamusiu jak w pracy- Lilka podeszła do matki i dała jej buziaka w policzek. Gdy była mała zawsze tak witała się z mamą jednak ostatnio trochę się od siebie oddaliły. Nigdy nie były sobie bardzo bliskie, między nimi panowała raczej relacja zapracowana matka- pilnie ucząca się córka. Lilka zdawała relację ze swoich ocen i postępach w nauce, jednak nigdy im to nie przeszkadzało.
-Cześć córeczko. Gdzie byłaś? Masz całe mokrusieńkie włosy. Zaziębisz się!- powiedziała spokojnym i ciepłym głosem pani Skierska.
-Byłam na basenie i gdybym chciała je suszyć nie zdążyłabym na autobus.
-Ach. Co Cię wzięło na basen? Zwykle trzeba było Cię zmuszać do wejścia do wody.
-Nie wiem. Potrzebowałam ruchu i powiem Ci, że strasznie spodobało mi się pływanie. Chyba zapiszę się na jakiś kurs ponieważ moje młócenie wody nie mogę nazwać pływaniem- zaśmiała się dziewczyna.
-Dzwoniła ciotka Lucy. Pytała jak się czujesz, uważam, że powinnaś do niej zadzwonić.
-Oczywiście mamo- powiedziała dziewczyna i wyszła do pralni powiesić swoje mokre rzeczy.
Czuła się lepiej po wysiłku fizycznym. Wiedziała, że Łukasz już do niej nie wróci, a nawet jeśli to nic by z tego nie wyszło. Musiała się pogodzić z tą myślą. Z ciotką oczywiście porozmawia i powie jej, że nie musi się o nią martwic. W jej sercu zawsze będzie dla niego miejsce ale w jej głowie był tylko jeden obraz-słodki uśmiech niedawno poznanego Tomka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
"Zimno dziś. Powiem wam, że ma śliczny uśmiech. Nie żeby mi się podobał. Cholera! No właśnie podoba mi się ale hmm jakby to powiedzieć nie jest w moim typie. Nigdy nie podobali mi się tacy lalusie z grzyweczką i kolorowymi spodniami. Eh... Nie widzę po prostu siebie koło takiej osoby, aczkolwiek on wygląda bardzo sexi. STOP! Wdech, wydech... Zimno dziś..."



Lilka zamyślona przeglądała się w lustrach wystawowych i w pewnym momencie zaczęła żałować, że nie wzięła rano prysznica albo, że założyła te okropne ciuchy w których już dawno nie chodziła. Nigdy nie ubierała się elegancko, zawsze wygodnie i na sportowo. Tymkowi nigdy nie przeszkadzał jej chłopięcy styl. Od czasu ostatnich randek z Łukaszem, Lilka zaczęła myśleć poważniej nad rzeczami które na siebie zakłada ale po jego stracie znów przestało mieć to sens. Mimo woli dziewczyna westchnęła patrząc się w swoje odbicie. Jej smutny wzrok nie uszedł uwadze chłopaka, który nic nie mówiąc dalej się uśmiechał i już lekko drżąc z zimna ciągnął zamyśloną dziewczynę w głąb miasta.
Gdy wreszcie dotarli do małej kawiarenki znajdującą się w ustronnej części centrum z nieba zaczął prószyć śnieg. To poprawiło humor Lilianie, uśmiechnięta usiadła przy stoliku i podziwiała spadające małe płateczki. Jej zamyślenie przerwał głos młodej kelnerki:

-Co podać?- zapytała spokojnie. Dopiero zaczynała swoją pracę więc była opanowana i uśmiechnięta.
-Dwie ogromne gorące czekolady, z duuużą ilością bitej śmietany- wyrecytował jednym tchem chłopak.
-Czyli to co zwykle-uśmiechnęła się do chłopaka kelnerka i odeszła lekko kołysząc biodrami.
-To samo co zwykle? Często tu przychodzisz?- zapytała cicho Liliana.
-Owszem. Mam straszną słabość do tego miejsca. W szczególności przed świętami kiedy wszędzie pozapalane są świece, a cała restauracja przystrojona jest w lampki, choineczki i inne drobiazgi które tworzą niesamowitą atmosferę. Na dodatek wieczorami otwierana jest tak zwana "Nocna sala" i puszczają muzykę a pary zakochanych tańczą wtulone w siebie, a otulone spokojem muzyki.
-Romantyk-stwierdziła Lilka wciągając do płuc powietrze przepełnione zapachem pomarańczy i goździków.
-To źle? Zresztą nie jestem romantykiem, jestem po prostu wrażliwy.
-I zabrałeś mnie do swojego królestwa? Przepraszam ale nie wydaje mi się abym była wrażliwą osobą- zaśmiała się dziewczyna.
-Wrażliwą nie wiem, ale romantyczną na pewno. Która nastolatka czyta na mrozie starą poezję?
-No dobra. Jestem trochę dziwna ale nie jestem romantyczką na Boga!- krzyknęła prawie dziewczyna.
-Wasza czekolada- nagle znikąd pojawiła się kelnerka, która zaszczycając spojrzeniem tylko chłopaka położyła na stole dwa wielkie kubki. Gdy odchodziła rzuciła w stronę Lilki pogardliwe spojrzenie, na co dziewczyna zareagowała wybuchem serdecznego śmiechu.
-Chyba mnie nie polubiła- powiedziała gdy kelnerka oddaliła się- na czym to skończyliśmy?
-Na naszej inności. Wypijmy za nią.
-Oblewać coś gorącą czekoladą?- zdziwiła się dziewczyna
-Skoro jesteśmy inni- uśmiechnął się chłopak.





"Dalej Listopad
Pogubiłem się już z tymi datami i godzinami. Ważne jest teraz tu i teraz. Tak mówią Eh... Jestem cholernie zmęczony podróżą i przywitaniem z Verą. Nie wiedziałem, że tak się za nią stęskniłem. Dobra koniec tego dobrego nie chce mi się pisać. Wiedziałem, że jak wrócę do domu to przestanę, nie wiedziałem tylko, że tak szybko "


Łukasz wstał od biurka i pokierował się w stronę kuchni w której krzątała się Veronika. Dziś Vera w ogóle nie przypominała swojej młodszej siostry. Jej krótkie blond włosy opatulały buźkę aniołka z małymi niebieskimi oczami. Nie wysoka, z dość dobrze rozbudowanymi ramionami była podobna raczej do jakiejś sportsmenki niż delikatnej istotki, którą w rzeczywistości była.

-Kochanie, będzie obiadek?- zapytał słodko Łukasz przytulając się do żony.
-Owszem, ale potrzebuję jeszcze około dziesięciu minutek- powiedziała swoim perłowym głosem Veronika i z gracją baletnicy uciekła z objęć męża- Kochanie nie zamierzasz już nigdzie wyjeżdżać?
-Nie denerwuj mnie nawet-powiedział głośno Łukasz- Mamy z Siwym kłopoty przez ten wypadek. Będę chyba musiał do końca roku jeszcze trochę pojeździć po kraju i w sumie do Polski jeszcze raz. Później jednak już zostanę w papierach, bo ktoś to musi robić-prawie krzyczał już zdenerwowany Łukasz.
-Chciałabym abyś już z tym skończył. Mamy wystarczającą ilość pieniędzy, mamy własną sieć restauracji. Niczego nam więcej nie potrzeba.
-Nie denerwuj mnie nawet-wybuchnął Łukasz- dobrze wiesz, że Siwy mnie teraz potrzebuje. Poza tym jak już raz w to wejdziesz to nie możesz przestać. Nigdy Ci to nie przeszkadzało teraz nagle masz problemy?
-Przepraszam-odpowiedziała takim samym stonowanym głosem kobieta. Nie zwracała już uwagi na wybuchy męża, który rzadko kontrolował swoje zachowanie. Wyciągnęła z szafki czysty talerz i nałożyła Łukaszowi obiad. Położyła przed nim na blacie i chwytając masło orzechowe chciała wyjść z kuchni.

-Masło orzechowe?- zapytał zaskoczony mężczyzna
-A co w tym dziwnego? Dobrze wiesz, że je uwielbiam.
-Owszem ale przed chwilą śledzia popiłaś kakao. Co się z Tobą dzieje?
-Ze mną nic. Jem to co chcę, tylko od kilku miesięcy muszę się dzielić pokarmem z kimś jeszcze, dlatego nie ma to dużego znaczenia jakie smaki łączę.
-Chcesz mi powiedzieć, że zostanę ojcem?-zapytał zaskoczony Łukasz
-Mam nadzieję, że znajdziesz dla nas czas w swoim nawale pracy i obowiązków służbowych- powiedziała ironicznie Vera
-Nie przeginaj- warknął
-Przepraszam- szepnęła po czym wtuliła się w jego ramiona i zaczęła płakać.





Lilka pogrążona rozmową nie zauważyła jak czas szybko zleciał. Kolejny raz nie poszła do szkoły. Robiła sobie coraz większe zaległości i automatycznie popadała przez to w coraz większy konflikt z rodzicami. Jednak dziewczyna nie przejęła się tym zupełnie. Nie chciała ani wracać do domu, ani iść do szkoły chciała słuchać ciepłego głosu blondyna patrzeć na jego słodki uśmiech i sama śmiać się z jego nienaturalnych gestów i intonacji.
-Przez Ciebie nie poszedłem do szkoły- powiedział poważnie chłopak.
-A ja niby już skończyłam edukację- oburzyła się dziewczyna
-Żartowałem. Ale warto było olać jeden dzień aby poznać tak pozytywną osobę jak ty. Wiesz, że gadamy już kilka godzin i dalej nie wiem jak masz na imię?
-Lilianna- powiedziała dziewczyna podając chłopakowi rękę nad stołem, którą chłopak delikatnie uścisnął.
-Tomek.
-Miło było Cię poznać Tomku, ale chyba powinnam już wracać- uśmiechnęła się dziewczyna. Lilka praktycznie cały czas była uśmiechnięta i od tego bolały ją policzki, ale nic a nic jej to nie przeszkadzało.
-Mogę Cię jeszcze odprowadzić?- zapytał ostrożnie
-Będę zaszczycona- z galanterią dygnęła dziewczyna i chwyciła swoją kurtkę.
  • awatar Gość: kurczę, wgl, nie denerwuj mnie! dlaczego on będzie miał z nią dziecko?! i dlaczego ten rozdział się już skończył?!
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: pytako czy to ten rozdział o którym mówiłaś że się nie zapisał jak tak to kurcze nawet nie wiesz jak bym go chciała przeczytać w poprzedniej wersji skoro ta jest taka świetna :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Dziewcze płacze
pierś rozrywa
Tważ we dłonie
chowa
Dolo moja nieszczęśliwa
bidna moja głowa
Teraz ja wiem
Kto zabity
Czyja to dłoń biała
Ja ten pierścień
Złotem bity
Lubemu oddała"


Lilka trzęsąc się z zimna stała nad zamarzniętym jeziorem i rzucała w cienką tafle lodu małe kamyczki. Dzisiejszy dzień był bardzo mroźny. Temperatura spadła poniżej zera jednak z nieba nie padał tak wyczekiwany przez wszystkich śnieg. Dziewczyna nie wiedziała dokąd ma iść. Były za wcześnie aby skierować się w stronę szkoły albo jakiejś kawiarni. Jednak nie chciała wracać do domu. Wolała już aby mróz przeszywał jej drobne ciało niż aby rodzice rozmawiali z nią o Veronice. Wyciągnęła z torby tomik wierszy, który kiedyś Łukasz przez przypadek zostawił w jej pokoju i siadając na zmarzniętej ziemi poddała się lekturze.




"Listopad...
Szczerze, to już nawet nie patrzę w kalendarz. Dni mijają w dziwnym tempie. Mój czas albo stoi w miejscu albo biegnie w zwariowanym tempie. Powinienem już się spotkać z Verą. Jednak jakoś nie chce mi się wracać do domu. Ten hotelik jest bardzo przyjemnym miejscem. Czatowałem później cały wieczór w restauracji i nie spotkałem już tej młodej dziewczyny. Ciekawe po co tu przyjechała."


Łukasz oderwał się od pisania i rozejrzał się po pokoju. Po chwili zaczął wrzucać swoje rzeczy do torby. Wiedział, że prędzej czy później musi zobaczyć się z żoną. Krzątał się po pokoju i zbierał wyrzucane wszędzie swoje rzeczy. Poczuł lekką irytację na siebie gdyż był tu dopiero dwa dni a bałagan w pokoju miał jakby mieszkał tu koło miesiąca. W lekkiej irytacji starał się jak najszybciej opuścić hotel i wrócić do domu. Jeszcze przed chwilą bał się tego spotkania teraz nie mógł się go doczekać. Wiedział, że za niedługo musi wrócić do Polski i dokończyć swoje sprawy. Gdy myślał o Polsce nie myślał już o Lilce. Totalnie wymazał dziewczynę z pamięci. Było mu łatwiej o niej nie myśleć. Zabrał bagaże i wymeldował się z hotelu.
Gdy dotarł pod swój dom dopiero wtedy poczuł jak bardzo się stęsknił za żoną i za swoim domem. Z ulgą wypakował z taksówki bagaże i ruszył w kierunku domu.





Lilka zatopiona w swoich własnych myślach przeplatanych wersami wierszy nie poczuła jak ktoś zarzuca na jej drżące z zimna ramiona gruby i ciepły płaszcz. Dopiero po chwili zorientowała się, że ktoś się jej przygląda a na dodatek nie jest jej już tak bardzo zimno jak przed chwilą. Gdy podniosła wzrok zauważyła wysokiego uśmiechniętego blondyna w czerwonych spodniach i białej koszuli. Zaskoczona jego widokiem dziewczyna nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Po chwili jednak wstała, oddała chłopakowi płaszcz i szepcąc "dziękuję" odwróciła się w drugą stronę. Chłopak jednak nie dał za wygraną dalej z takim samym słodkim uśmiechem złapał ją za rękę i powtórnie zarzucił płaszcz na zmarzniętą dziewczynę.

-Chyba zwariowałaś, że pozwolę Ci odejść takiej zmarzniętej. Zapraszam Cię na gorącą czekoladę.

Jego uśmiech mimo woli rozgrzewał Lilianę od środka. Wreszcie i ona lekko się uśmiechnęła wsunęła swoją rękę pod ramię chłopaka i oboje ruszyli w kierunku miasta.
Nie rozmawiali po drodze. Od czasu do czasu tylko rzucali sobie ukradkowe spojrzenia a gdy ich wzrok się spotkał wybuchali ciepłym śmiechem.
W połowie drogi Lilka zaczęła się denerwować na siebie, że ubrała się w najgorsze ciuchy lecz po chwili przypomniała sobie o właścicielu książki, która trzymała w ręku. Nie wiedziała czy dobrze robi znów nie idąc do szkoły i pozwalając sobie tak szybko zapomnieć o Łukaszu. Jednak doszła do wniosku, że gorąca czekolada na pewno pozwoli jej lepiej myśleć a uśmiech tego chłopaka rozwieje wszystkie wątpliwości.
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: agh tak dawno nie było rozdziałów że nie umiem się skapnąć kto jest tym blondynem (wiem porażka ze mnie :) )a tak w ogóle co to ma być tak długo karzesz mi czekać i tylko taki króciutki rozdział mi dajesz jak możesz ;( ale i tak rozdział jest sugoi
  • awatar ninj: Świetne:) Czekam na więcej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Jakąś niecałą godzinę po kłótni z rodzicami w moim pokoju pojawiła się głowa mamy i zaczęła krzyczeć, że chyba przesadziłam z wydatkami oraz, że od jutra zabierają mi kartę i nie będę dostawać kieszonkowe. Bez protestów podałam mamie kartę i zakopałam się w łóżku. Szczerze to miło było zobaczyć jej zdziwioną minę. Ja chciałam się dobrze wyspać i wreszcie pojawić się w szkole. Obiecując sobie, że będę się starać nie uronić już ani jednej łezki powolutku zasnęłam..."


Rano Lilkę obudziły krzyki dochodzące z kuchni. Zaskoczona dziewczyna wstała z łóżka i rzuciła krótkie spojrzenie w stronę zegarka. Godzina 5.30. "Zwariowali albo zapomnieli dodać, że mam karę na sen..."- pomyślała naburmuszona dziewczyna i włócząc nogami poszła do łazienki. Tam opukała swoją twarz wodą i próbowała doprowadzić swoje włosy do jakiegokolwiek stanu używalności. Jednak po kilku próbach zrobienia kucyka trzęsącymi się rękami po prostu się poddała i pozwoliła im spokojnie opaść na ramiona. Gdy wyszła z łazienki dotarły do niej strzępki rozmowy rodziców.

-Ja uważam, że powinniśmy się wreszcie pogodzić- brzmiał stanowczy głos pana Skierskiego
-Może masz rację ale ja uważam, że to ona powinna tu przyjechać. Uciekła z domu! Nie zapominaj, że najpierw nam naubliżała. Nam! Jej rodzicom, którzy chcieli jej nieba przychylić.- Rozwodziła się trzęsącym głosem pani Skierska
-Kochanie...- reszty rozmowy nie usłyszała gdyż z jej pokoju zaczął dobiegać odgłos budzika, który natychmiast pobiegła wyłączyć.
"Pragną się pogodzić z Verą? Teraz? No to świetnie, lepszej pory sobie nie mogli wybrać" szeptała rozwścieczonym głosem do siebie dziewczyna. Wyciągnęła z szafy swoje stare czarne workowate spodnie, do nich założyła duży luźny czarny t-shirt. Szybko spakowała torbę i wybiegła z domu nie zwracając uwagi na wołających ją rodziców.




"21 Listopada
Hahaha, na samo wspomnienie mojej wizyty w kościele aż brzuch mnie boli ze śmiechu. Oczywiście poszedłem tam narąbany jak nie wiem co. Przyznałem się księdzu, że cholernie się boje spowiedzi oraz, że dawno u niej nie byłem. Gdy już mu opowiedziałem całe swoje marne życie i wszystkie grzechy polecił wizytę u psychologa albo częstsze wizyty w kościele tylko na trzeźwo. To jeszcze nic. Miny tych wszystkich moherowych babć, które patrzyły się na mnie z oburzeniem gdy chwiejnym krokiem odszedłem od konfesjonału po jakiś 20 minutach. Nie wiedziałem, że tu też są takie gorliwe katoliczki w podeszłym wieku. Eh... Jeszcze siedzę w hotelu. Zadzwoniłem do Very i powiedziałem, że będę jutro. Mam jeszcze cały dzień dla siebie."


Łukasz wstał z łóżka a notatnik wrzucił do torby, którą przerzucił przez ramię. Wyciągnął z walizki kurtkę i wyszedł z pokoju. Na dole w hallu spotkał tą samą blondynkę z którą siedział w samolocie.

-Witaj- uśmiechnęła się dziewczyna. Gdy Łukasz podszedł bliżej o mało nie zakręciło mu się w głowie od ilości zapachu, który emanował od dziewczyny. Znał się na damskich perfumach gdyż ciągle robił Verze prezenty w takiej postaci (nawet Lilce raz kupił jego ulubione Amor Amor) dlatego też wiedział, że dziewczyna nie pryska się żadnym badziewiem.
-Hey- odpowiedział chłopak nie wiedząc co mógłby jej jeszcze powiedzieć. Jeszcze jakieś pół roku temu zaproponował by jej wizytę w jego pokoju ale teraz jego myśli krążyły tylko w ogół jednej dziewczyny i nie była nią wcale owa blondynka.
-Dokąd się wybierasz tak wcześnie? Może miałbyś ochotę zjeść ze mną śniadanie?- uśmiechała się milutko dziewczyna. Łukasz przez chwilę się zastanawiał jak się z tego wykręcić ale po chwili doszedł do wniosku, że jest bardzo głodny i ciekawy co ją sprowadza do Nowego Yorku.

Przeszli do pięknej jadalni, która kiedyś na pewno była salą balową. Kryształowe żyrandole i złocenia oraz lustra na ścianach sprawiały wrażenie, ze było się w jakimś zamku. Dziewczyna lekkim krokiem przemaszerowała przez całą salę i usiadła przy stoliku którego nie widać było z ulicy oraz, który nie odbijał się w żadnym lustrze. Po chwili do ich stolika podszedł kelner. Łukasz zamówił jajka na bekonie a dziewczyna tylko grecką sałatkę. W trakcie gdy oczekiwali na posiłek Adrianna zasypywała Łukasza pytaniami o jego pobyt w Ameryce oraz o całe jego życie.




Lilka maszerowała ciemną jeszcze ulicą. Wyszła z domu dużo wcześniej niż zwykle ale nie chciała słuchać rozmowy rodziców. Nie chciała nawet patrzeć im w oczy. Każde ich słowo o Verze przypominało jej Łukasza. To powodowało, że musiała bardzo się wysilać aby się nie rozryczeć.
Szła zostawiając za sobą tylko parę wodną, która wylatywała z jej ust. W połowie drogi spotkała Ritę, która poczęstowała ją papierosem. Lilka zastanawiała się czy powinna palić skoro już tego nie potrzebowała i skoro to Łukasz ją tego oduczył. Jednak po chwili doszła do wniosku, że to w jakiś sposób też pozwoli jej o nim zapomnieć oraz ukoi zszargane nerwy. Rita przez resztę drogi rozwodziła się nad sprawdzianami oraz nad nowymi uczniami, którzy przepisali się do nich do szkoły. Obie dziewczyny były bardzo zaskoczone tym, że ktoś przepisuje się w 3 klasie i to jeszcze do szkoły, która nie jest wysokich lotów. Rodzice chcieli Lilkę posłać do szkoły prywatnej aby miała jak najlepsze wykształcenie i poszła na studia prawnicze, jednak dziewczyna zdecydowała, że chce iść do liceum razem z Tymkiem. Szczerze mówiąc to nie był to jej pomysł tylko Tymka. Tak długo ją błagał i zrzędził za jej uszami, że dziewczyna postanowiła zbuntować się wobec planów rodziców.
Gdy weszła do szkoły już widziała co chce zrobić aby choć na chwilę nie myśleć o Łukaszu. Nie wiele myśląc zaciągnęła Ritę do łazienki i tam szeptem poprosiła ją o przysługę.




Łukasz zjadł już swoje śniadanie prawie godzinę temu jednak nie ruszył się od stolika ani na chwilę. Nie był w stanie zrozumieć po co dziewczyna Tymka jedzie za nim taki kawał drogi, a ona nie chciała mu tego powiedzieć. Powiedziała tylko, że musi tu załatwić jedną sprawę. Po jakiś 15 minutach przeprosiła Łukasz i grzecznie się z nim pożegnała mówiąc mu, że jeszcze na pewno się spotkają ale ona teraz musi iść pozałatwiać kilka swoich spraw. Łukasz był strasznie ciekawe jakie sprawy chce załatwić Adrianna ale powstrzymał się od pytań grzecznie się z nią pożegnał zapłacił za śniadanie po czym wyszedł na zewnątrz. Poczuł naglą chęć zapalenia papierosa. Dawno nie palił. Był wrogiem palenia gdyż papieros zawsze niszczył mu smak potraw dlatego rzucił. Teraz jednak potrzebował zapalić inaczej by oszalał. Poszedł do pobliskiego sklepu i kupił od razu dwie paczki. Do tego butelkę piwa i wrócił do siebie do pokoju. Początkowo miał kompletnie inne plany. Chciał odwiedzić dawnych znajomych pozaglądać do swoich ulubionych miejsc. W końcu wyjechał już kilka miesięcy temu. Jednak doszedł do wniosku, że ma jeszcze na to czas. W końcu ma tu żonę...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›